wyrodnej matki wzloty i upadki.

Infekcja Malutkiego minęła, jak ręką odjął. W jej miejsce pojawiła się ogromna chęć raczkowania i jeszcze większy zapał, z jakim ono się odbywa. Po zabezpieczeniu szafek, usunięciu wszelkich zbędnych przedmiotów z poziomu podłogi i coporannym sprzątaniu przez Mamusię – Malutki poleruje podłogę kolankami odzianymi w dresik z energią i zaangażowaniem godnym podziwu. Pełza z zawrotna prędkością, co rusz zmieniając cel swoich podróży – najczęściej kończy się na tym, że biegam za nim, co kilkanaście kroków, podnosząc go i ustawiając w zupełnie odmiennym kierunku, kiedy utknie w jakimś kącie i nie ma pojęcia, co dalej. Siedzę właśnie na skraju łóżka, obserwuję, jak przycupnął na środku dywaniku z Ikei i ogląda swoje paluszki. Patrzę i rozmyślam

* * *

Jestem taką nieodpowiedzialną matką. Nie stoję nad łóżeczkiem, gdy Malutki śpi, w zamian sprzątając w kuchni, z elektroniczną nianią w zasięgu wzroku. Jak tak można?! Przecież matka idealna czuwałaby nad snem dziecka, nie odstępując go na krok nawet podczas drzemek. A sprzątanie, gotowanie, obowiązki robiłyby się same. Ewentualnie przez dobrze opłaconą pomoc domową. Ewentualnie mogłabym mieszkać wśród stert brudnych talerzy, kłębów kurzu i brudu. Ale wtedy to byłabym już niechlujną matką.

Jestem egoistyczną matką. Bo raz w tygodniu znajduję godzinę dla siebie, zamykam się w łazience i robię wszystko to, co normalnie robiła za mnie kosmetyczka w moim ulubionym salonie. Matka idealna wyglądałaby perfekcyjnie bez takiego nakładu czasu. 60 minut to przecież tyle wyszorowanych butelek i kubeczków! A ja – skończona egoistka – taką godzinę tygodniowo bezczelnie marnuję na siebie i swoje samopoczucie.

Jestem niezorganizowaną matką. Jakim cudem pośród pracy, studiów, wychowywania dziecka i prowadzenia domu, nie znajduję czasu na więcej snu? No jak?! A no tak. Sypiam 3-4 godziny na dobę i póki co w zupełności mi to wystarcza. Raz na kilka dni pozwalam sobie na towarzyszenie Malutkiemu w jego popołudniowej drzemce. Taka rozleniwiona matka ze mnie. Drzemka razem z dzieckiem zamiast obowiązków. Luksus jakich mało na co dzień.

Jestem rozrzutną matką, bo kupuję ogromne zapasy kosmetyków dla siebie, gdy tylko trafi się dobra promocja. Ostatnio ulubiony płyn do kąpieli rzucili w drogerii za pół ceny, zgarnęłam więc z półki wszystkie butelki i tak obkupiona ledwo dodźwigałam ten zapas do domu. W perspektywie kilku miesięcy zaoszczędziłam sporą sumkę. Spotkało się to jednak z niezrozumieniem: jak można wydać w drogerii tyle pieniędzy na swoje potrzeby, dziecku kupując tylko opakowanie pudru?! Spokojnie! Jak puder będzie w promocji- też kupię go wiele za dużo na zaś. Umiejętnie korzystanie z promocji to spora oszczędność. Zaraz ktoś zarzuci mi sknerstwo.

Jestem taką leniwą matką, bo nie biegam na fitness jak dawniej, w zamian ćwiczę przysiady, wywołując ataki śmiechu Malutkiego, gdy liczę na głos i przy każdym z nich robię Jemu a-kuku przez szczebelki łóżeczka.  Nie gotuję sobie dwudaniowych obiadów, nie serwuję śniadań do łózka, dojadając jedynie niedokończone przecierki owocowe Malutkiego. Lenistwo jest tak zaawansowane, że nie chce mi się piec też ciast. Wszelkie kulinarne eksperymenty tracą swój urok, gdy nie ma z kim dzielić się efektami. 

Jestem taką naiwną matką. Czekam w nieskończoność na coś, co – gdyby miało sens- nastąpiłoby już dawno. Matka nie ma prawa tęsknic, kochać, wierzyć w mężczyznę, skoro ma dziecko. Nieważne, że tym mężczyzną jest ojciec najukochańszego synka. Nieważne, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy zwyczajne prawo kochać. Jestem taką złą matką, bo zimą kupiłam piękną suknię i miałam ogromną nadzieję włożyć ją na jedną noc, wspaniały bal, na który mieliśmy wybierać się już co roku.

* * * 

Przemyślenia oczywiście z przymrużeniem oka i szczyptą ironii, oparte jednak na autentycznej krytyce autentycznych osób. Łatwo jest rzucać beztroskie uwagi czy – na pozór – dobre rady, nie będąc w podobnej sytuacji. Jeszcze łatwiej jest podobnymi stwierdzeniami sprawić komuś przykrość. Mniej lub bardziej świadomie.

Malutki żwawo raczkuje w tę i z powrotem na trasie: kanapa – telewizor, bacznie obserwując moje reakcje, gdy tylko próbuje zbliżyć się do dekodera lub szuflad. To zadziwiające. Jeszcze niedawno był tak maleńki, ledwie widoczny w niebieskim rożku, z zaciśniętymi powiekami i piąstkami. Zaledwie kilka miesięcy upłynęło a On już próbuje swoich sił w chodzeniu, kurczowo trzymając się czegokolwiek. Rośnie jak na drożdżach, z dnia na dzień zaskakuje sposobem pojmowania świata. Każdy, nawet najdrobniejszy przełomowy moment zapisuję w Jego dzienniku. Mój mały bohater. Nasz Malutki.

  19 comments for “wyrodnej matki wzloty i upadki.

  1. ~Sylwia
    16 lipca 2015 o 16:16

    Ja tez jestem mamą samotnie wychowujaca synka który ma już 20 miesięcy. Ludzie zawsze będą gadać i nigdy nie przestana. Najważniejsze jest to że dzieci są z nami , pomimo tego ze tak ciężko o pomoc z jakiejkolwiek strony.

  2. ~mizia
    14 czerwca 2015 o 11:57

    Ludzie to idioci. Zwłaszcza tacy którzy chrzanią takie głupoty. Nie słuchaj, ignoruj, bierz na dystans i z przymrużeniem oka tak, jak to zrobiłaś w tekście. Jesteś świetną matką. Sama objęłaś obowiązki ojca i matki, pracujesz, walczysz z tym idiotą Tatusiem i ogromnym zmęczeniem a w tym wszystkim potrafisz znaleźć dla siebie kilka minut, zadbać o siebie czy zrobić coś, co Ci pomaga wytrzymać w tym szalonym tempie.

  3. ~kujon
    13 czerwca 2015 o 14:58

    Jestem taką nieodpowiedzialną matką. Nie stoję nad łóżeczkiem, gdy Malutki śpi, w zamian sprzątając w kuchni, z elektroniczną nianią w zasięgu wzroku. Jak tak można?! Przecież matka idealna czuwałaby nad snem dziecka, nie odstępując go na krok nawet podczas drzemek. A sprzątanie, gotowanie, obowiązki robiłyby się same. Ewentualnie przez dobrze opłaconą pomoc domową. Ewentualnie mogłabym mieszkać wśród stert brudnych talerzy, kłębów kurzu i brudu. Ale wtedy to byłabym już niechlujną matką.

    I tak źle i tak niedobrze. Ludziom nie da się „dogodzić”.

  4. ~LOLA
    13 czerwca 2015 o 05:21

    Gdyby każda matka była tak „wyrodna” – nie byłoby znakomitej większości problemów w sądach rodzinnych. :)

  5. ~tomasz
    12 czerwca 2015 o 23:18

    Fajniutko napisane, gratki dystansu! :)

  6. ~devikapek
    12 czerwca 2015 o 21:00

    Najgorsi są ci którzy sami popełniali mnóstwo błędów ale jak przychodzi co do czego to krytykują tych, którzy dokładają wszelkich starań. Bo ci czepialscy to zwykle ci, którzy mają na swoim sumieniu ogrom prawdziwych błędów.

  7. ~wyjdzizamknijdrzwi
    12 czerwca 2015 o 15:02

    Każdy, nawet najdrobniejszy przełomowy moment zapisuję w Jego dzienniku. Mój mały bohater. Nasz Malutki. -> -> oby ten Twój synek kiedyś był naprawdę Wasz, na razie jest jedynie Twoim dzieckiem, ten Tatuś wciąż ignoruje swojego syna w bestialski sposób.

  8. ~AndrzejA
    12 czerwca 2015 o 02:45

    Masz mega dystans do siebie i krytyki innych. Chylę czoło!

  9. 8 czerwca 2015 o 18:24

    Cóż mogę napisać – doskonale wiem, że takie słowa krytyki z ust innych ludzi padają. Niestety robią to najczęściej najbliżsi i o dziwo również Matki – matki, które jeszcze kilka lat temu same przez takie sytuacje przechodziły teraz powtarzają dokładnie te same błędy.
    Trzymaj się!

    Pozdrawiam, MG

  10. 8 czerwca 2015 o 17:32

    Jak byś nie robiła i tak ludzie znajdą powód, żeby młodą mamę skrytykować. To zadziwiające jak szybko im to przychodzi. Też nie mam czasu na gotowanie, czasami muszę oddać dziecko w dobre ręce i pobyć sama ze sobą, muszę też wydać kilka groszy na siebie.

  11. ~żuczek
    8 czerwca 2015 o 15:31

    Nigdy nie rozumiałem ludzi którzy wpieprzają się w czyjeś życie. Zapierdzielasz całą dobę SAMA przy synku itd i jesteś leniwa bo czasem się z nim zdrzemniesz?! Jesteś jakimś cholernym Terminatorem, który ma być w pełni sił całodobowo? Nie masz prawa przytulic dziecka i z nim pospać? ludzie sa chorzy i podli. Masakra.

  12. ~TATUŚ
    8 czerwca 2015 o 14:09

    Te „Nasz Malutki” na końcu rozbija do głębi. Wciąż „nasz” a nie „mój”. Wciąż podświadomie wierzysz w WAS.

    • ~hanny
      12 czerwca 2015 o 11:01

      Rzeczywiście te „nasz” porusza. Biologicznie jest Was ale emocjonalnie itd tylko Twój na razie. Niestety.

      • ~Piotr
        14 czerwca 2015 o 10:20

        Trafne. Biologicznie ma ojca. Ale ten ojciec ma go przysłowiowo gdzieś.

  13. ~czesława63
    8 czerwca 2015 o 12:35

    Mama sama! Jeszcze włożysz tą piękną suknię. Kto wie? Może dla mężczyzny który pokocha Ciebie i synka bezwarunkowo? Bo Tatuś na którego czekasz tak Was nie kocha. gdyby tak było- za wszelką cenę by z Wami był. Nie czekałby, nie zwlekał, nie szukał wymówek, nie kombinował, nie słuchał innych ani nie niszczył biernością Waszej rodziny. Kiedyś pojawi sie ktoś kto nie będzie zwracał uwagi na innych, kto na 1 miejscu będzie stawiał was i wspólne dobro, nie będzie szukał posłuchu u innych ani nie zrezygnuje dla łatwizny. Zobaczysz, moja droga. Będziesz szczęśliwa razem z synkiem i nowym tatą dla niego. A wtedy ten prawdziwy niech cierpi tak, jak wy cierpicie czekając od miesięcy.

  14. ~Jerzy
    8 czerwca 2015 o 12:28

    „Nie gotuję sobie dwudaniowych obiadów, nie serwuję śniadań do łózka, dojadając jedynie niedokończone przecierki owocowe Malutkiego.” – rozczuliło mnie to.
    Autorko, w jaki sposób można wysłać do Ciebie wiadomość?

  15. ~dziewczynazlublina
    8 czerwca 2015 o 11:23

    Jestem rozrzutną matką, bo kupuję ogromne zapasy kosmetyków dla siebie, gdy tylko trafi się dobra promocja. Ostatnio ulubiony płyn do kąpieli rzucili w drogerii za pół ceny, zgarnęłam więc z półki wszystkie butelki i tak obkupiona ledwo dodźwigałam ten zapas do domu. W perspektywie kilku miesięcy zaoszczędziłam sporą sumkę. Spotkało się to jednak z niezrozumieniem: jak można wydać w drogerii tyle pieniędzy na swoje potrzeby, dziecku kupując tylko opakowanie pudru?! Spokojnie! Jak puder będzie w promocji- też kupię go wiele za dużo na zaś. Umiejętnie korzystanie z promocji to spora oszczędność. Zaraz ktoś zarzuci mi sknerstwo.

    robię dokładnie tak samo. co z tego, że wydam 100 zł naraz skoro kupując regularnie na taką sama ilość kupując regularnie wydałabym 200? :D
    a ludźmi się nie przejmuj!

  16. ~konradd
    8 czerwca 2015 o 10:54

    Ludzie zawsze gadali i im się nie dogodzi. Nie bierz sobie do serca takich bzdur. Jesteś świetną matką, na dodatek z dystansem do siebie.

  17. 8 czerwca 2015 o 08:56

    Będę taką „wyrodną” matką już pod koniec lata :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook