wierzcie lub nie: to zawsze zaczyna się od czapeczki!

Możnaby pomyśleć, że wieki temu pisałam o tym, czego nie mówić młodej mamie ( -> nie mów tego młodej mamie, nigdy! ) a przecież to wcale nie było tak dawno! Nie spodziewałam się, że do pewnego rodzaju kontynuacji tamtego tekstu, popchnie mnie… majówka. Bo nie da się zaprzeczyć, że trwa w najlepsze. I to w jakim stylu! Pięknie, słonecznie – aż chce się spacerować i spacerować bez końca! Miasto tonie w ciepełku, nad rzekę i jeziora wylegli urlopowicze, ulice opustoszały, o korkach można na tych kilka dni zapomnieć. O co więc chodzi z tą czapką? I co ona zwykle rozpoczyna…?

Pamiętam, jak ileś tygodni temu wyjęłam z wózka zimowy śpiwór, szczelnie go zapakowałam w folię i wrzuciłam na samą górę zabudowy szafy. By zapomnieć o nim aż do późnej jesieni. Podobnie jak o wełnianych czapkach, szalikach i puchowych kurteczkach Malutkiego. W ich miejsce pojawiły się dwie nowe, lekkie kurteczki, znacznie cieńsze czapeczki i kominy. Wiosna, po protu wiosna. Któregoś ciepłego dnia, gdy zrezygnowaliśmy nawet z kocyka, w parku minęłam panią, która wiozła w wózku malucha i w śpiworze i w kocyku. I w czapce wełnianej. I rękawiczkach. Już wtedy miałam napisać ten tekst. Ale jakoś nie było okazji. Może to i lepiej – bo dopiero te naprawdę ciepłe dni przyniosły moc atrakcji i inspirujących sytuacji. Posłuchajcie więc – z niemałym przymrużeniem oka – o tym, dlaczego bez zachowania pewnego dystansu i równowagi, my – matki, bardzo prędko byśmy zwariowały…

* * *

Wyobraź sobie, że idziesz parkiem. Twoje dziecko ma kurteczkę i czapeczkę. Zdejmujesz czapkę, rozpinasz kurtkę. Zakładasz, zapinasz. Rozpinasz, zdejmujesz. Zdejmujesz ale nie rozpinasz. I tak bez końca, przez calutki spacer. Musiałabyś tak robić, żeby zadowolić każdą mijaną osobę. Bo każdy ma inne zdanie. Jedni uważaliby, że bez czapki to przesada a inni, że tą przesadą jest właśnie ta czapka. Błędne koło. O ile nie jest to jakaś skrajna przesada typu: wełniana czapa naciągnięta po samą brodę w czterdziestostopniowy upał albo goła główka na mrozie – ludzie, dajcie spokój młodym mamom! Jeżeli dziecko ma już ileś miesięcy czy lat, wierzcie lub nie, matka zdążyła poznać swoje dziecko na tyle, że wie, co dla niego najlepsze. To, że jednemu dziecku wiatr wiejący prosto w uszy nie szkodzi, nie oznacza, że nie może innemu! Po prostu odpuśćcie zbędne komentarze i uwagi, jeśli nie niosą nic poza narzucaniem swojego zdania. Bo taka nachalna osoba zdejmie czapkę malcowi a później to ta matka będzie z nim chodzić po lekarzach!

Wyobraź sobie, że idziesz parkiem. I każdą mijaną osobę pytasz, jak ubrałaby dziecko w wieku Twojego na taką pogodę, jak dziś? Absurd totalny, prawda? Tylko nie tak do końca… Żyjemy w XXI wieku, mamy Internet, prasę, telewizję. Jednym kliknięciem, wstukaniem kilku słów, możemy zyskać dostęp do setek artykułów – fachowych! – z poradami, jak ubierać dzieci na odpowiednie warunki. Mimo to codzienie ( tak, codzienie! ) na forach czy też grupach dla mam padają pytania: jak ubrać dziś dziecko / jak ubraliście dziś swoje dziecko? Ludzie, litości! Rzecz ma się podobnie jak chodzenie. Jedno dziecko zacznie tuptać, mając dziewięć miesięcy, inne półtora roku. Jedno dziecko wyskoczy dziś bez konsekwencji w krótkim rękawku, inne będzie potrzebować cieplejszej bluzy. Jedynymi osobami, w pełni gotowymi by odpowiadać na tego typu pytania, jesteśmy my rodzice i nasze dzieci, które znamy najlepiej.

* * *

Gdybym miała się przejmować skrajnościami w opiniach, z jakimi spotykam się na co dzień albo co gorsza – brała je sobie do serca, nie doprowadziłoby mnie to zbyt daleko. Jedna babcia mówi: załóż jemu tylko czapkę! No tak. Ba! KIlka godzin później druga babcia mówi: po co Jemu ta czapka? Ej, serio?! Niby to samo pokolenie, niby ten sam wnuk a jednak skrajnie różne zdania. A pomiędzy nimi zgoła odmienne – moje. Jeżeli uważam, że mimo słońca cieniutka czapeczka będzie OK – zakładam ją. Widocznie mam powód. Nie robię tego by kogoś wkurzyć. Robię to dla mojego małego bohatera, wiedząc że tak trzeba.

Pójdźmy krok dalej! Czapeczka to ledwie szczyt góry lodowej. Szczepisz? O jeju! To nie słyszałaś o powikłaniach?! Chcesz zabić swoje dziecko? Pracujesz? Ale jak to? Masz dziecko i pracujesz? Ono potrzebuje Cię w domu, przy garach! Dajesz jemu czasem słoiczki? Fuj matka, zła matka! Masz pomalowane paznokcie?! Mogłaś w tym czasie zająć się zabawą z dzieckiem! Matka egoistka! I tak dalej i dalej. Z każdej strony próbuje się nam narzucać CZYJEŚ racje. Ludzie zapominają czasami, czym jest argument, nieustannie zastępując je wymuszaniem na nas: czyli idziesz do tego fryzjera? Czyli zostawisz dziecko na dwie godziny z kimś? Nie do pomyślenia! Tak jakbyśmy miały na podobne słowa rzucić wszystko, chodzić z sianem na głowie, w worku pokutnym, zamknięte w czterech ścianach bo inni byliby wówczas zadowoleni. Nie, nie byliby. Też by coś znaleźli. Naprawdę!

Dystans i równowaga. Szczypta zaufania dla swojej intuicji. Nauka na własnych błędów. I będzie dobrze! A ludzie? Dogodzisz im, zdejmując tą czapkę – to wtedy sobie znajdą coś inego. Zawsze. Nie słuchaj innych, jeśli jest to wbrew Twoim przekonaniom. Miej swoje zdanie, swoje zasady i swoje ostatnie, matczyne słowo. Jesteś rodzicem a nie chorągiewką na wietrze, którą można dowolnie ustawiać. Nie dajmy się zwariować! Dystans, równowaga, pierś do przodu i do boju!

  2 comments for “wierzcie lub nie: to zawsze zaczyna się od czapeczki!

  1. 9 maja 2016 o 08:59

    Ja powiedziałabym więcej – pełne zaufanie do własnej intuicji:)

  2. 8 maja 2016 o 07:02

    Oj tak. Świata nie zadowolę. Wolę własne dziecko. Zapewniam mu wszystko, co uważam za najlepsze. I to moim zdaniem popartym niemal 35 letnim doświadczeniem. Jakoś do tej pory przeżyłam, prawda? I nie był to raczej przypadek; )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook