w poszukiwaniu sukienki idealnej…

Każda kobieta powinna mieć w szafie sukienkę. Banał, prawda? Najlepiej by była na tyle uniwersalna, żeby móc włożyć ją na różne okazje. W większości przypadków mamy ich kilka, jedne mniej, inne bardziej lubiane i częściej używane. W moim przypadku zwykle bywały to klasyczne małe czarne. Mam ich kilka już od lat i pasują w każdej niemal sytuacji. Znajdzie się wśród nich taka z dekoltem na plecach, z krótkim rękawem czy też cała koronkowa. Niezastąpiona czerń. W tej części szafy, gdzie wiszą sukienki – od zawsze dominowała głównie ta czerń i szarości, wyjątek stanowiła do niedawna tylko moja ukochana czerwona sukienka. I kilka letnich – na odmianę białych.

Czasami to nie sukienka czyni okazję udaną. Wspominam niektóre z nich – te najpiękniejsze, najstaranniej dobierane, które nie zagwarantowały dobrych momentów. Wiszą gdzieś tam jako nośnik kiepskich wspomnień. Wśród nich pozostają też takie, które mimo swojej prostoty i tego, że niczym szczególnym naprawdę się nie wyróżniają – powodują, że już na sam ich widok się uśmiecham. W najdalszym kącie, na ostatnim wieszaku wisi ona. Z nieoderwaną jeszcze sklepową metką. Sukienka, która od długiego czasu czekała na swoje pierwsze wystąpienie.

* * *

Dwa lata temu byliśmy z Tym Mężczyzną na wspaniałaym balu, dwa tygodnie wcześniej spędziliśmy równie wspaniale Sylwestra. Obie te okazje łączyła mała czarna z sieciówki, banalnie prosta w swojej elegancji, niezwykle wygodna i na swój sposób intrygująca. W obu przypadkach miałam założyć coś zupełnie innego a wyszło jak wyszło. Na tydzień przed balem chodziliśmy niestrudzeni od sklepu do sklepu. Szukałam kreacji idealnej a On mnie w tym dzielnie dopingował. Nie mogliśmy znaleźć kompletnie nic. Aż w końcu – zupełnie przypadkiem – w malutkim butiku sprzedawczyni wydobyła skądś sukienkę idealną. Popędziłam do przymierzalni, włożyłam ją po chwili szamotaniny z warstwami tiulu i wiecie co? Nie zapomnę chyba nigdy, jak On wtedy na mnie patrzył po odsunięciu tej zasłonki. Ba! Sama na siebie nie mogłam się napatrzeć.

Pięknie dopasowana góra, z głębokim dekoltem na plecach zwieńczonym subtelną kokardą a dół, uniesiony delikatnymi warstwami, układał się przepięknie. Stałam i patrzyłam. On patrzył. Sprzedawczyni patrzyła. Czułam się w niej nieziemsko. Wyglądałam w niej po prostu pięknie. Sukienka miała czekać na mnie dwa dni zarezerwowana, gdybym się zdecydowała wystarczyło przyjść i już byłaby moja. Nie dotarliśmy ponownie do tego butiku, na bal wciągnęłam swoją małą czarną, sama spięłam włosy, sama zrobiłam makijaż. Wyszło inaczej niż planowaliśmy. Nie zapomniałam jednak o tej sukience. Takich się po prostu nie zapomina.

W ostatnich tygodniach ciąży – znalazłam ją. Ktoś zupełnie nieświadomy jej wartości chciał sprzedać za bezcen w Internecie. Nową, z nieoderwaną nawet metką, nawet nie mierzoną. Ot taki nietrafiony prezent. Mieliśmy przecież już co roku wybierać się na bal a każdego Sylwestra spędzać w tym samym miejscu. Miał mnie w tej sukience kilka miesięcy później zobaczyć. Patrzeć jak wtedy w tym malutkim butiku. Miała być dla Niego. Nigdy jej nie włożyłam. W zeszłym roku ją tylko przymierzyłam. Łudziłam się, że może okaże się zbyt ciasna albo zbyt duża i z czystym sumieniem będę mogła się jej pobyć by nie mącić sobie w codzienności wspomnieniami. Los okazał się być okrutnym – leżała idealnie. Na krótką chwilę wróciłam myślami do tamtego zimowego popołudnia w przymierzalni. I odwiesiłam ją z powrotem na wieszak. Wciąż zresztą tam wisi.

* * *

Czasami musimy przekonać się do czegoś, co wcześniej nas zniechęcało by odkryć niezbadane dotąd możliwości. Tak też się stało u mnie dzięki Kochamcieszycie. Razem z nimi, ich wspaniałymi pomysłami i talentem zaklętym w wygodę i klasę, postanowiliśmy trochę Was zainspirować. Nie zawsze warto trzymać jakąś sukienkę na okazję, która może nie nadejść nigdy. Nie zawsze też warto zapychać szafę dziesiątkami niewiele wartych rzeczy, gdy ostatecznie i tak nadal nie mamy, co na siebie włożyć. W większości przypadków nie warto oślepiać innych jakimiś szalonymi strojami. To my mamy błyszczeć, ubrania to zaledwie dodatek. Aby błyszczeć – musimy się dobrze czuć. Aby się dobrze czuć – potrzebna jest swoboda.

Kochamcieszycie zaskakiwało mnie już od pierwszych chwil. Otrzymana od nich przesyłka opatrzona była fikuśnym napisem: To ja! Twoja paczka od Kochamcieszycie, otwórz mnie! Długo nie trzeba było mnie namawiać, nie mogłam się doczekać zresztą by poznać zawartość. Nie będę się nad tym rozpisywać szczególnie – na wszystko przyjdzie czas ( przecież to dopiero początek cyklu! ). Jedno wiem na pewno. Zakochałam się w ich sukience. Od razu rzuciła mi się w oczy ta jedna spośród innych zawiniątek. Miała – na pozór – tylko jedną wadę. Była… niebieska. 

Nigdy nie lubiłam niebieskiego. Poza beznadziejnym wyskokiem, jakim była niebieska suknia na własnej studniówce i dwoma błękitnymi koszulami – unikałam tego koloru jak mogłam. Niedawno dopiero przekonałam się do niebieskiej sukienki z dresówki, którą czasem wkładam. Ta od Kochamcieszycie to jednak zupełnie inna historia.

Gruba bawełna, wygodna, miła w dotyku może powodować pewne wątpliwości. Bo jak bawełna mogłaby być elegancka? A no mogłaby! Wystarczy spojrzeć na tą właśnie sukienkę. Z przodu klasycznie prosta, idealnie dopasowana. Prezentuje się świetnie, naprawdę! Intrygujący jest jej tył. Dekolt na plecach, srebrny suwak ozdobiony czarną koronką – nagle wydaje się, że to zupełnie inna sukienka niż ta widoczna z przodu. Urzekła mnie całkowicie.

20160201_114559

Niebieska sukienka, nazywana przez Kochamcieszycie Koktajlówką – daje początek serii wpisów z pomysłami na ubrania, które w szafie każdej mamy powinny zagościć. Zamiast dziesiątek niepasujących do siebie szmatek – kilka takich, które można ze sobą zestawiać na różne sposoby. Łączyć będzie je to wszystko, czym charakteryzuje się bez wątpienia ta niebieska sukienka: wygoda i elegancja w idealnie dopasowanym duecie. I chociaż to zaledwie początek – już nie mogę się doczekać dalszych odkryć a przede wszystkim końcowego efektu. Bo zadbana mama to szczęsliwa mama. A przecież szczęśliwa mama to i szczęliwe dziecko. Przede wszystkim jednak mama to też kobieta. I sukienkę w szafie mieć powinna. Oczywiście sukienkę idealną!

20160201_114850

  11 comments for “w poszukiwaniu sukienki idealnej…

  1. ~50shadesofgrey
    24 lutego 2016 o 00:12

    KIlka miesięcy temu mój komentarz brzmiałby mniej więcej: jeszcze włożysz tę sukienką z Tatusiem u boku. Teraz tego nie napiszę. Bo on nie zasługuje by widzieć Cię w tej ani żadnej sukience. Niech spieprza. A gdy będzie już się kiedyś kajał by wrócić do Was Ty będziesz w tej pięknej sukience komplementowana przez kogoś kto jet Ciebie i Maluszka wart!!!!
    P.S. Sukienka przepiękna!

  2. ~karol
    13 lutego 2016 o 16:35

    Mamo sama pokaż się w niej! Na fejsie podziwiamy Twoją piękną figurę a ta kiecka leżałaby PERFEKCYJNIE!

  3. ~Ola
    9 lutego 2016 o 21:54

    To niesamowite, że tekst o sukience można tak ładnie napisać! Jesteś bardzo utalentowana i pięknie piszesz! :)

  4. ~Alicja
    8 lutego 2016 o 22:45

    Slicznosci pokazujesz. Juz nie mogę się doczekać nastepbych!

  5. ~mizia
    8 lutego 2016 o 01:53

    Piękny kolor a Ty droga Mamo częściej wkładaj talię piękne sukienki ;))

    • ~czeslawa63
      9 lutego 2016 o 01:23

      DOkładnie! COraz częściej!

  6. ~hanny
    8 lutego 2016 o 00:06

    Wrzuć zdjęcie w sukience! Koniecznie!

  7. ~Buci
    7 lutego 2016 o 12:42

    Zmyslowa ta sukienka! Odkryte plecy są takie HOT!

  8. ~wyjdzizamknijdrzwi
    6 lutego 2016 o 17:21

    Seksowna no no no !!

  9. ~ona.
    3 lutego 2016 o 14:13

    Ale śliczny kolor! Stwierdzam ,teraz ze tak właściwie to nie mam takiej porządnej sukienki. Pora to jakoś zmienić

  10. ~Mama Lusi
    3 lutego 2016 o 11:11

    Piękna!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook