tak po prostu zmęczona?

Zapytaj studenta, czym jest zmęczenie? To sesja, kilkanaście egzaminów, noce nad ksiązkami, hektolitry kawy i wielka euforia, gdy ten czas się skończy. Zapytaj pracownika korpo, czym jest zmęczenie? To stres, praca od rana do popołudnia nad czymś, co nie sprawia satysfakcji, ciągle zwiększane wymagania i presja, żeby zdążyć na czas. Zapytaj rodziców, czym jest zmęczenie? To nieprzespane noce, ząbkowanie, kolki, zabawa przez cały dzień. A teraz zsumuj to wszystko i zrzuć na jedną osobę.

* * *

Czy jestem zmęczona? Bez wątpienia. Wstaję o świcie, gdy Malutki się przebudzi. Nieważne, że niedługo wcześniej dopiero się położyłam. I zaczyna się wojna z czasem. Wszystko w biegu. Zawsze w pośpiechu i nierzadko chaosie. Gdy tylko zostanie ubrany i wyjęty z łóżeczka, zaczyna się wielki pościg. Nie zdążę wrzucić pieluchy do kosza na śmieci a On już wygrzebuje coś z szafki. Matę edukacyjną kładę na środku salonu, wrzucam stertę zabawek i naiwnie sadzam Go w tym dobytku, zachęcając do zabawy. Chwyta jakąś książeczkę albo gryzaka i kilka minut maksymalnie jest tym zajęty.

Pędzę więc do kuchni, wstawiam wodę, wrzucam butelki z nocy do zmywarki, wracam a On już pełznie do sypialni, zmierzając prosto do mojej szafy. Ułamek sekundy później jakiś mój sweter albo koszulka leżą już na podłodze. Odkładam, zabieram Go do salonu i układamy wieżę z książeczek. Zafascynowany patrzy, jak sterta jest coraz pokaźniejsza. Zaraz później ją strąca i wszystkie lądują na podłodze. Podrywa się do góry i chce chodzić. Podaje mi rączki, prowadzam więc Go po mieszkaniu. W międzyczasie rejestruję fakt, że woda już się zagotowała.

Pora na soczek. Kubek niekapek ściśnięty w rączkach, pełne zadowolenie i relaks. Półleży na swojej Fasolce, wywija nóżkami. Zbieram zabawki, które rzucił pod kanapę i stolik, celuję w matę. Wypił. Od razu próbuje zejść z kanapy, nie zwracając uwagi na to, że główką w dół to prędzej spadnie niż zejdzie. Sadzam Go na macie, biegnę zanieść butelke po soczku. W locie biorę notebooka, stawiam na najwyższej półce regału – celowo pustej, stanowi moje miejsce pracy – i wracam do Niego. Siedzi tyłem do mnie, dziwinie spokojnie, gaworzy do siebie. Zaglądam. Obślinionymi paluszkami ściska pilot do telewizora. Delikatnie zabieram, odkładam na wysoką półkę i kątem oka już widzę, jak znika w progu sypialni. Gonię Go. Próbuje ściągnąć poduszki z mojego łóżka. Matko kochana…

Gdy ucina sobie w południe drzemkę a raczej turbo-drzemkę, bo nie śpi nigdy dłużej niż 40 minut, nie wiem zwykle w co ręce włożyć. Bo sprzątanie, bo blog, bo projekt, bo artykuł, bo skrzynka odbiorcza pęka w szwach, bo nie jadłam śniadania. Bo coś tam. Zwykle robię szybką kawę, siadam do komputera i zaczynam od tego, co czeka na swoją kolej najdłużej. Zasuwam palcami po klawiaturze jak mały żółty Chińczyk-pracuś. Udaje mi się coś skończyć, wypić pół kawy i przełknąć jakąś kanapkę. I wtedy, gdy zwykle zabieram się za coś kolejnego, nie cierpiącego zwłoki, słyszę z sypialni szelest albo gaworzenie. Uchylam drzwi a mój mały bohater zwykle stoi już w łóżeczku zadowolony z siebie, obserwując leżący na podłodze kocyk, maskotki i pieluszkę. Taki zwyczaj – budzi się i wszystko wyrzuca z łóżeczka.

Zwykle o tej porze dopada mnie pierwsza fala zmęczenia. Niedopita kawa i ta chwila siedzenia w miejscu przy komputerze zamiast biegania w kółko dały mi chwilę złudnego odpoczynku. Ale nie ma czasu na zastanowienie. Malutki pełznie już w tylko Jemu znanym kierunku. Znajduje celowo zostawioną pod stolikiem grzechotkę. Skupia się na niej na chwilę. Pędzę do komputera. Uff! Cztery zdania napisane. Odciągam Go od lodówki, sadzam z powrotem na macie, zabawiam chwilę a gdy zaczyna oglądać książeczkę, w mgnieniu oka stoję przy notebooku i piszę.

Pora obiadowa jest chyba najtrudniejsza. Malutki ma najwięcej energii, nawet przy jedzeniu. Nie usiedzi w miejscu nawet chwili. Przy jedzeniu czasami tak rozrabia, że wszystko dookoła, nie wyłączając i mnie, jest upaprane zupką czy innym przysmakiem. Czasami po jedzeniu muszę całego Go przebrać, umyć, sprzątać kuchnię i ogarnąć siebie. W tym czasie oczywiście On zdąży już coś zbroić. Nie wspominając o dniach, gdy łaskawie nie chce zjeść nawet łyżeczki czegokolwie. Posiłek trwa w nieskończoność, dwoję się i troję by cokolwiek połknął.

Spacery to kolejny sport wyczynowy. Malutki tylko dwa razy zasnął w wózku, od kiedy przenieśliśmy się do spacerówki. Mało tego – gdy chociaż na chwilę się zatrzymam, próbuje wygramolić się z niego. Podczas wożenia Go w wózku, walczę z tym by nie próbował się odpiąć, podnoszę wyrzucane zabawki. Czasami zastanawiam się, po kim On odziedziczył taką energię i skłonności do rozrabiania? Tatuś jest bardzo powolny, rzec by można że czasami nawet za bardzo. Oboje w dzieciństwie podobno byliśmy grzeczni. A nasza pociecha? Tylko szuka wzrokiem, co by tu wyjąć, wyrzucić i cisnąć tym o cokolwiek innego. Widziałam wiele w życiu, ale tak szybciutko przebierającego nóżkami przy raczkowaniu dziecka – jeszcze nigdy dotąd. Taki malutki człowieczek a tyle energii i taaaaaaaaka szybkość.

W ciągu dnia udaje mi się trochę popracować, rozwiesić pranie, włączyć zmywarkę czy pralkę. Raczej nie więcej. Tak naprawdę czas na cokolwiek do zrobienia mam dopiero po 22:00, gdy Malutki już śpi. Wtedy to przychodzi moment na posprzątanie, późny obiad, pracę, bloga i dziesiątki innych rzeczy. Zwykle robię wszystko to, co należy w kuchni a gdy podłoga schnie wszędzie po umyciu, rozkładam się z papierami i komputerem na kanapie w salonie, włączam telewizor i pracuję. Zajmuje mi to zwykle kilka dobrych godzin, z przerwą na prysznic i ugotowanie czegoś. Chociaż gotowanie akurat zwykle równa się przygotowaniu kanapek.

Tak wyglądają nasze dni w większości przypadków. A przecież oprócz takich są jeszcze te, gdy pędzę do biura. Albo takie, kiedy muszę zrobić ogromne zakupy dla Malutkiego na kilka tygodni. Malutki – od kiedy zaczął sam przemieszczać się po mieszkaniu – zdążył zniszczyć mi już kilka książek i innych drobiazgów. Poważnie zastanawiam się nad drastycznymi zmianami w salonie, by chronić przede wszystkim właśnie książki. Mam już pewien pomysł, ale muszę to przemyśleć. I poprosić kogoś o pomoc w taszczeniu mebli z kąta w kąt.

Czy jestem zmęczona? Bez wątpienia. O czym marzę? O godzinie dla siebie. Prawdziwym relaksie. Wystarczyłoby mi posiedzieć na ławce w parku, z książką. Albo poleżeć na stercie swoich poduszek, w szlafroku, z ciepłą herbatą i ukochanym serialem na ekranie telewizora. Życie moje i Malutkiego lada dzień ulegnie wielkim zmianom. Być może wtedy wszystko nabierze większego ładu. Ale to się dopiero okaże.

  8 comments for “tak po prostu zmęczona?

  1. ~Mama Lusi
    5 września 2015 o 12:00

    Jesteś dzielna. Wiele osób na Twoim miejscu rezygnowąłoby. Pewnie najpierw z bloga, później ze studiów, później z czegoś jeszcze by sobie ułatwić ale Ty tego nie robisz. Jesteś bardzo silna i zaradna!

  2. ~Damian
    4 września 2015 o 17:28

    Masz absolutne prawo być zmęczona przy takim trybie życia. Tymbardziej zasługujesz na szacunek i docenienie, że zastępujesz dziecku ojca i matkę. Jesteś bardzo silna i dzielna.

  3. ~ania
    3 września 2015 o 11:20

    a nie masz zadnego wsparcia ze strony mamy? kiedys pisalas, ze raz w tygodniu zostaje z dzieckiem. nie masz mozliwosci „oddac” dziecko na weekend do babci? przeciez tak sie nie da zyc na dluzsza mete :( a ty chorowac przeciez nie mozesz, wiec musisz o siebie dbac :) nie myslalas o alimetach od ojca lub „tesciow”, przeciez dziecku sie naleza, a tobie kazdy grosz sie przyda. moze chociaz nianie moglabys zatrudnic 2 razy w tyg na spacer z dzieckiem. zawsze to godzinka dla siebie :)

  4. 2 września 2015 o 22:13

    Zgadzam się z poprzedniczką…Teraz jesteś bardzo, bardzo, wprost potwornie zmęczona, ale to się zmieni.
    Wierzę, że już wkrótce zjawi się ktoś, kto Ci pomoże, kto o Was zadba.
    Jesteś tak wspaniałą dziewczyną, że po prostu, nie może być inaczej.
    Życzę Ci jak najszybciej odpoczynku z całego serca! I tej godziny z książką w parku…
    I wylegiwania na poduszkach z kubkiem herbaty…

  5. ~mamaFranka
    2 września 2015 o 17:54

    Podziwiam Cię, jesteś wielka. Naprawdę! Przyjdzie czas, gdy będziesz mogła odpocząć, bo ktoś o Was zadba. Zobaczysz!

  6. 1 września 2015 o 22:42

    Moje dziecię też takie było – znaczy jest… ma 16 miesięcy i jest ciągle w ruchu. Nie jestem sama, ale był taki okres, że męża ciągle nie było, a jak był, to i tak zajmował się czymś innym, więc musiałam sobie radzić sama z dwójką dzieci (starsze dziecko niedługo skończy 6 lat i też do aniołków nie należy ;-) ). Bardzo pomogło mi oczyszczenie terenu – czyli zlikwidowane z zasięgu małych rączek wszystkiego co było potencjalnie niebezpieczne i cenne. Dzięki temu nie muszę co chwilę trenować sprintu do dziecka, bo coś tam zniszczy. Nie zbieram ciągle zabawek, nie wkładam do szafki wyrzuconych przez dziecko garnków – po co skoro za kilka sekund będzie to samo? Ba – dziecię nauczyło się ostatnio sprzątać i samo chowa to co rozrzuciło, potem znowu rozrzuca i tak w kółko, no i ostatnio zapałało wielką miłością do odkurzacza. Bardzo pomocna okazała się też chusta i nosidło i podejście takie – jak najwięcej codziennych obowiązków wykonać z dzieckiem (pranie, sprzątanie, zmywanie), żeby mieć czas dla siebie kiedy wreszcie pójdzie spać i nie tracić go np. na wieszanie prania. Tak czy inaczej chaos jest i zmęczenie też ;-)i tylko nasłuchuję kiedy się synek obudzi, bo nie pamiętam już co to przespana noc..

  7. ~Iza PK
    1 września 2015 o 21:51

    Wiesz, ja mam synka, studia i prace oraz meza ktory duzo pomaga. Sle mimo to zawsze gdy sie obowiazki skumuluja i nie mam w co wlozyc rak to strasznie rozpaczam – tak jak teraz na pare dni przed trudnym egzaminem.. Ale gdy czytam to co piszesz to az mi wstyd za siebie i jednoczesnie tak strasznie przykro ze taka ogarnieta dziewczyna jak Ty znalazla sie w takiej ciezkiej sytuacji :-( zycze Tobie Kochana aby zmiany, ktore maja nastapic, byly dla Was dobry a nawet bardzo dobre. Pozdrawiam serdecznie!

  8. 1 września 2015 o 20:32

    Chętnie zamieniłabym się z Tobą! Ja siedzę bezczynnie i czekam, czekam na DZIECKO. A tak na marginesie, powtórzę się raz jeszcze – uwielbiam twojego bloga i czekam na więcej i więcej.
    Pozdrawiam cieplutko :)! Oddałam głos na twoją działalność.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook