samotna mama – czyli kto…?

I co teraz? Jesteś w ciąży i co dalej? Dwie dziewczyny rozmawiają na przystanku. Zimno jak cholera, szalik mam naciągnięty niemal na uszy, ale coś tam słyszę. Jak to: co? Odchodzę od niego. Sama sobie dziecko wychowam, nikt mi się wtrącać nie będzie. To moje dziecko, matka wystarczy. Druga dziewczyna próbowała jeszcze jakoś przekonywać tą pierwszą, że dziecko potrzebuje rodziców. Obojga rodziców. Tamta się uparła. Postanowiła już wcześniej, że zajdzie w ciążę, odejdzie a on będzie tylko płacił alimenty. Porządny, dobry człowiek ale ona woli być bohaterką – samotną matką. Uważa, że inni będą ją podziwiać. Dosłyszałam jeszcze, że właśnie wraca do domu z zamiarem poinformowania przyszłego tatusia, że od niego odchodzi. Z ich dzieckiem w swoim brzuchu, które to dziecko potraktowała jak tylko i wyłącznie swoją własność. Od razu przyszła mi wtedy na myśl inna dyskusja, którą niedawno słyszałam. O ironio – również na przystanku. Dwie starsze panie ochoczo plotkowały o młodej sąsiadce, która to według nich tylko zgrywa samotną matkę mimo posiadania przy sobie ojca dziecka i – tutaj cytat – żyje sobie jak pączek w maśle za państwowe pieniądze. W mniemaniu tychże pań – samotne matki dostają takie worki pieniędzy, że nie opłaca się ani brać ślubu ani w ogóle mieć ojca dzieci obok. Bo po co?

* * *

Samotne wychowywanie dziecka nie jest ani zabawą ani czystym zyskiem. Nie jest też niczym łatwym. Jak jest naprawdę? Kim naprawdę jest samotna mama? Posłuchaj, zanim świadomie zdecydujesz się na taki krok – opowiem Ci swoją historię. Być może to coś zmieni a być może przejdziesz nad tym do porządku dziennego i nawet nie zastanowisz się nad sensem przeczytanych zdań. Spróbujmy jednak. 

* * *

Jestem samotną mamą. Nie, ojciec mojego synka nie umarł. Nie został uprowadzony, nie siedzi w więzieniu ani nie mieszka za granicą. Żyje. Jest zdrowy. Z tego, co mi wiadomo – nie cierpi niedostatku, choroby ani niczego podobnego. W tej chwili prawdopodobnie śpi. Czy jest szczęśliwy? Mam nadzieję, że nie. I nie mówię tego z zawiścią. Mówię to z nadzieją, że do szczęścia brakuje jemu właśnie tej małej rodziny, od której dzieli go kilka kilometrów. Bo odległość w naszym przypadku też nie jest przeszkodą. Robimy nawet zakupy w tym samym supermarkecie. Jesteśmy tak blisko a tak daleko zarazem.

Jestem samotną mamą. Nie mówcie mi, że ojciec ma obowiązek płacić alimenty. Słucham tych bzdur od prawie roku. To teoria. W praktyce miliony innych Tatusiów w Polsce ich nie płacą. Poczytajcie statystyki i przestańcie sę dziwić. On też nie łoży na swojego synka. Nie czuje potrzeby zarobić by kupić Malutkiemu zabawki, ubranka czy deserek. Pracuję więc ja. Za nas oboje. Dwa etaty i każde dodatkowe zlecenie, jakie tylko uda się złapać. Co to oznacza? Noce przy komputerze, pisanie czasem do bladego świtu, które przekładają się na zapłacone rachunki, szafki wypchane zapasami dla Malutkiego, zaspokojenie Jego wszelkich potrzeb i  minimum moich. Minimum bo na trzeci etat zwyczajnie brakuje mi już doby.

Jestem samotną mamą. Nie chodzę do kina, na zakupy, na imprezy. Marzę jedynie o jednorazowym chociaż wyspaniu się, gorącej herbacie podanej do łózka i zwyczajnym przytuleniu. Chciałabym znaleźć chwilę na przeczytanie książek, czekających na parapecie. Ugotować zupę nie tylko dla siebie. Zapalić wieczorem świece, przygotować kolację. Chciałabym móc szturchnąć kogoś w nocy by wstał do Malutkiego. Powiedzieć: Twoja kolej. Teraz to moja jest zawsze kolej. Mam takie właśnie zwykłe, ludzkie małe marzenia i potrzeby.

Jestem samotną mamą. Minie za chwilę rok tego stanu. Każdego dnia walczę z wiatrakami. Z zachowaniem innych. Z głupimi pytaniami, na które odpowiedzi są oczywiste. Chciałabym krzyczeć wniebogłosy z bezsilności, gdy ktoś z bliskich po raz kolejny rozważa: do kogo Malutki jest podobny? Ileż razy można? No ileż?! Przecież trzeba być kompletnie ślepym, żeby nie widzieć, że to miniaturka Jego ojca, jedynie z „moimi” oczami. Przyjaciele i znajomi nie mają zahamowań, mówią o rażącym podobieństwie wprost i jestem im za to wdzięczna. Nie zachowują się, jakby Ten Mężczyzna nagle przestał istnieć. Bo nie przestał! A takie nic nie wnoszące dyskusje, bezsensowne, sztuczne i bezcelowe powodują tylko narastający żal.

Jestem samotną mamą. Czasami coś zaniedbuję. Nie byłam na uczelni już prawie od miesiąca. W ostatnim tygodniu napisałam mniej tekstów niż planowałam, teraz więc nadrabiam podwójnie, o ile nie potrójnie. Tutaj piszę czasem mniej, czasem więcej. Czasami tak bardzo skupiam się na zajmowaniu Malutkim, że zapominam coś zjeść. Czasami wypiję kawę, która od dwóch dni stoi w kubku. Czasami przez cały dzień zrzucam brudne naczynia do zlewu i dopiero późnym wieczorem zwracam na nie uwagę. Czasami pracuję tak długo, że zasypiam przytulona do laptopa i budzę się obolała. Czasami zapomnę kupić kawę, gdy się skończy albo uzupełnić lodówkę dla siebie. Czasami idę spać w ubraniu bo i tak za chwilę przecież wstaję. Te momenty zaniedbań zdarzają się z prostej przyczyny. Czasami brakuje sił na coś, co w zderzeniu z dbaniem o Malutkiego nie jest aż tak istotne. Czasami więc odpuszczam to i owo.

Jestem samotną mamą. Nauczyłam się przykręcać i odkręcać różne śrubki. Umiem już rozłożyć na części każdą zabawkę, wymienić akumulatorki, złożyć ją z powrotem. Rozróżniam śrubokręty. Potrafię rozkręcić i skręcić łóżeczko dowolną ilość razy. Umiem jedną ręką pisać przy laptopie, drugą trzymać kanapkę a nogą popychać jeździk Malutkiego by się z nim bawić. Nauczyłam się, że prasowanie wszystkich rzeczy bez wyjątku – po prostu mija się z celem. Prasuję koszulkę, zakładam Jemu a po kilku minutach tarzania się po podłodze, ugniatania na macie i szarpaniny z zabawkami – wygląda ona dokładnie tak, jak przed prasowaniem. Od jakiegoś czasu prasuję więc tylko wyjściowe ubranka i te zakładane na noc. Potrafię też sama zrobić wiele rzeczy, niezbędnych na co dzień, które normalnie robi w domu mężczyzna. Bo musiałam się tego nauczyć.

Jestem samotną mamą. To ja pokazuję synkowi świat. Uczę Go turlać piłeczkę, popychać samochodziki i załadować klocki na przyczepę plastikowej ciężarówki. Zwykle tego uczą ojcowie, prawda? To ja jestem zawsze, gdy On płacze, marudzi albo chce się przytulić. To ja Go usypiam, to mnie budzi rano. Te wszystkie momenty są niesamowite. Każdy pierwszy raz, każda nowa umiejętność – niezapomniane emocje. Uwieczniam wszystkie  chwile. W podwójnym celu. Na pamiątkę i dla Tego Mężczyzny. Już w pierwszych miesiącach wyrobiłam w sobie nieświadomie nawyk robienia zdjęć z myślą o tym nieobecnym człowieku. Przez krótki, intensywny czas codziennych rozmów pokazywałam jemu te zdjęcia. Rozmowy minęły, przyzwyczajenie pozostało.

Jestem samotną mamą. Mam łzy w oczach na widok pełnych rodzin na niedzielnych spacerach. Mam łzy w oczach, gdy Malutki już śpi a ja zmuszam się do pracy mimo że tak bardzo chciałabym się już położyć. Mam łzy w oczach, gdy ktoś mi mówi, że przecież wszystko się ułoży. I też wtedy, gdy ja mówię to innym. Mam łzy w oczach zawsze, gdy zerkam na jedno zdjęcie. On w garniturze, ja w małej czarnej. W dniu a raczej w nocy, gdy wszystko się zaczęło. Gdy uświadomiłam sobie, że jest całym moim światem. Nie wiedziałam wtedy, że po takim czasie od momentu zrobienia tego zdjęcia – zostanie mi po nim tylko ono na ścianie. Nie wiedziałam wtedy też, że zaczniemy jeszcze tego samego roku mówić o ślubie a planowany ślub się nie odbędzie. Nie wiedziałam, że wszystkie plany odejdą na drugi plano bo na pierwszy wysunie się nasz mały cud w postaci Malutkiego. Nie wiedziałam, że przy pierwszych Świętach, pierwszym Dniu Dziecka, pierwszych urodzinach – przy Malutkim będę tylko ja, bez Tego Mężczyzny.

Jestem samotną mamą. Przyjaciele wspierają słowem, mogę na nich liczyć zawsze, gdy chcę się wypłakać, pochwalić, wykrzyczeć wręcz kolejny sukces Malutkiego. Jestem świadoma tego, że – zwłaszcza tych bezdzietnych – niekoniecznie interesuje ósmy ząbek albo obiadek zjedzony bez zachlapania mojej koszuli. Oszczędzamy im więc podobnych relacji, dopuszczając się tylko niewielkiej ich części. Nie mam sztabu bliskich widywanych zwykle na ekranach telewizorów, którzy proponują młodym mamom wyjście na zakupy, do fryzjera czy na spacer a oni zajmą się dzieckiem. Na każdym kroku słyszę, że będąc matką, nie mam prawa do niczego podobnego. A jeśli sobie jakieś prawa bym rościła – byłabym złą matką. Na początku się tym przejmowałam, z czasem nauczyłam się ignorować.

* * *

Jestem samotną mamą. Mogę Ci opowiedzieć, czym jest zmęczenie tak skrajne, że idąc do kuchni, sypiesz sobie siedem miarek mleka modyfikowanego do filiżanki zamiast dwóch łyżeczek kawy. O zmęczeniu takim, że zamykasz oczy na ułamek sekundy a przesypiasz na siedząco kilkanaście minut. Mogę Ci opowiedzieć o tym, ile warta jest każda złotówka. Mogę Cię nauczyć hierarchii wydatków. Najpierw zarabiasz na potrzeby dziecka i Wasz dach nad głową. Później musisz cokolwiek odłożyć. Później zostaje coś dla Ciebie. Czasem więcej, czasem mniej. Mogę Ci opowiedzieć o tym, czym jest niekończący się stres, pośpiech i obserwowanie zegara. Mogę naprawdę dużo opowiedzieć o tym, czym jest uśmiech dziecka – dodaje więcej energii niż kawa wzmocniona napojem eneregtycznym. I ten uśmiech sprawia, że idziesz dalej.

Jestem samotną mamą. Wiesz co to oznacza? Znam ból i tęsknotę, godziny spędzone przy oknie, wypatrywanie a na każdy dźwięk dzwonka do drzwi szybsze bicie serca. Na każdy dźwięk telefonu – to samo. Znam nadzieję. Oj, znam. To nadzieja przez wiele długich miesięcy pozwalała nie znienawidzić, nie odrzucić od siebie dobrych wspomnień. To nadzieja dawała siłę – bo przecież w końcu się ułoży.  Znam miłość. Chociaż wydawałoby się to niemożliwe – każdego dnia kocham Malutkiego coraz mocniej. Nie rozumiem, jak ktoś może nie kochać naszego małego cudu.

* * *

Żadne alimenty, żadne zabawki, żadne pieniądze – nawet pełne ich walizki, żaden gadżet nie wypełnią luki. Nic nie zatuszuje skazy niepełnej rodziny. Żadne słowa bliskich nie sprawią, że nieobecny ojciec przestanie żyć w pamięci matki. Bo wystarczy spojrzeć na tego małego człowieczka – On zawsze będzie przywodził na myśl tego, którego nie ma obok. Samotne wychowywanie dziecka to podwójny trud, podwójna odpowiedzialność, niełatwa walka z otoczeniem, ciężka walka o byt tej małej rodziny i zwyczajna, ludzka tęsknota za normalnością. Za pełną rodziną. Samotne macierzyństwo trudno ubrać w lukrowaną otoczkę, którą wciska nam się z każdej możliwej strony. To trud, niekiedy wyczerpanie i łzy ale nagradzane szczęściem dziecka. A ten ojciec, którzy rezygnuje ze swojej rodziny, powinien czuć chociaż cień dumy, że ta rodzina doskonale poradziła sobie i bez niego. Powinien czuć dumę z tej kobiety, że na swoich – delikatniejszych od jego – barkach udźwignęła ten ciężar za nich oboje.

  11 comments for “samotna mama – czyli kto…?

  1. ~didus
    2 grudnia 2015 o 15:38

    Zabrakło mi słow… Absolutna prawda. W każdym słowie racja…

  2. ~syla
    20 listopada 2015 o 00:12

    Nie wiem, co napisać, tak trafnie ujęte..

  3. ~oleńka
    17 listopada 2015 o 23:25

    Przyjdą lepsze czasy zobaczysz!!!
    A ten burak jeszcze będzie prosił Was o wybaczenie któ©e mógł dostać bezwarunkowo ale był zbyt głupi.

  4. ~karolina
    15 listopada 2015 o 18:36

    Jest to człowiek chory,więc nie oczekuj od niego racjonalnego postepowania.Nie potrafi być odpowiedzialny sam za siebie a co dopiero za rodzinę.Jesteś mamo-sama zaradna,obowiązkowa,zorganizowana,pracowita.Wiem,że czasami jest cholernie ciężko,znam to z autopsji.Bądź z siebie dumna bo ja jestem.Pozdrawiam Ciebie i Malutkiego :)

  5. ~Jerzy
    15 listopada 2015 o 00:36

    Przede wszystkim nie przejmuj się pieprzeniem innych. Facet jest głupi ZWYCZAJNIE GŁUPI bo wiele mmiesięcy zmarnował zamiast ratować rodzinę. Miał szansę bo go kochasz. Zmarnował ją idiota. Nie ma rodziny którą stracił na własne życzenie. A TY jesteś silna i masz syna z którego on sam zrezygnował. To TY wygrywasz bo on przegrał rodzinę a jedyne co zyskał to męczące go do końca życia myśli o Was!!!

    • ~jamji
      2 grudnia 2015 o 15:37

      Absolutna racja!!!

  6. 14 listopada 2015 o 18:59

    Kolejny raz ubierasz moje myśli w słowa. Dziękuję. Może dzięki temu społeczeństwo inaczej spojrzy na samotne matki. Pozdrawiam ciepło i przytulam mocno.

  7. ~Magda
    14 listopada 2015 o 15:11

    Jeśli on to czyta to widzi, że wszystko byś mu wybaczyła i wróciła do niego i na pewno ma satysfakcję. On nie sprawdził się w nowej roli, nie dorósł i nie ma co go tłumaczyć. Wybrał wygodne życie i nie łudziłabym się na Twoim miejscu, że zależy mu na Was… ani jemu, ani jego rodzinie. Po co samą siebie ranisz. Czas najwyższy. Lepiej być samej niż z byle jakim facetem.

  8. ~Karola
    14 listopada 2015 o 13:31

    Dzięki za ten tekst. Przypomniałaś mi, jak to było gdy ja byłam samotną matką. Mój syn miał 3 lata gdy zostaliśmy sami. Dziś ma 6 a ja od 1,5 roku nowego partnera. Ale ten czas gdy byłam sama… Wszystko to co opisujesz doskonale pamiętam. I podziwiam – bo jednak pracujesz ciężej niż ja. Ja miałam tylko 1 prace na 1 etat, ale dziecko spędzało po 9-10 godzin w przedszkolu.
    Samotne rodzicielstwo jest ogromnym wyzwaniem. Wymaga sporo sił, poświęceń – wszytko dla dobra dziecka.
    Niestety, u mnie, gdy teraz już jest ok, gdy wszystko jest ustabilizowane, gdy mogę powiedzieć że jestem (w końcu) szczęśliwa – wyszedł ten czas spędzony sam na sam z dzieckiem, nerwy, stres, pośpiech – zdrowie mi się posypało. I niby z jednej strony jest lepiej, dużo lepiej. Ale problemy zdrowotne dają w kość.
    Mam nadzieję, że i wam się ułoży. Że z czasem będzie wam lżej. Zdrówka przede wszystkim :)

  9. ~Damian
    14 listopada 2015 o 11:12

    Ludzka mentalność i zawiść nigdy nie przestaną mnie dziwić. Patrzeć na samotną matkę z zazdrością czy zawiścią przez pryzmat jakichś groszy, na które może milczyć. Bo to marne albo i żadne pieniądze. Pracując Mamo-Sama, masz zapewne dochód, który przekracza właściwy próg i może się mylę ale Ty pewnie nie dostajesz nic. Do tego ten skończony patafian nie wpadnie nawet na pomysł by kupić dziecku pieluchy chociaż. Ściągalność alimentów w Polsce jest strasznie nizka. Nie wiem, czy sprawa w sądzie już była lub czy będzie ale wiem, że miliony takich dupków nie płacą latami na swoje dziieci, później nie straszny im ani komornik, nic. Całe życe kombinują, jakby tu dziecku nie dać na jedzenie czy zabawki. Skrajne chamstwo. Odbierać własnemu dziecku od ust a w tym czasie dbać tylko o swój tyłek. Żenada.

  10. ~Ania
    14 listopada 2015 o 04:35

    „Nic nie zatuszuje skazy niepełnej rodziny” – jakże prawdziwe stwierdzenie.
    Wiem jak to jest do takiej rodziny należeć. Mój ojciec opuścił mnie, moją Mamę i rodzeństwo kiedy go najbardziej potrzebowałam – w okresie dojrzewania. Ale nigdy nie był ojcem z prawdziwego zdarzenia. Z dzieciństwa pamiętam w przeważającej większości strach, stres, ból. Moja rodzina była uzależniona od jego humorków – gdy miał dobry oddychaliśmy z ulgą. Gdy miał zły, chowałam się po kątach i chodziłam na palcach, byle tylko nie wpadł w furię i nie zaczął wrzeszczeć.
    Wiem jak to jest obserwować w parku na spacerze pełne, normalne rodziny. Jeden tatuś chodzi za rękę z córeczką. Drugi goni synka. Trzeci bierze swoje dziecko na barana. I śmiech, beztroski śmiech małego, szczęśliwego człowieczka, który czuje się bezpieczny ze swoim tatusiem. A mnie płyną gorzkie łzy żalu i rozczarowania że tego nie doświadczyłam.
    Wiem jak to jest zazdrościć koleżankom podczas rozmowy, gdy narzekały: „stary nie chciał mnie wypuścić na imprezę w tej sukience”. Wtedy myślę: Dziewczyno, wiesz jak bym chciała się z Tobą zamienić? Mój ojciec nie dba o to co robię, jak się czuję, jak się ubieram, z kim spotykam. Nie daje ojcowskich rad, nie okazuje miłości. Nie będzie go na moim ślubie w pierwszej ławce. Nie będzie płakał podczas ceremonii. I ja bym na pewno go nie nazwała per „stary”.
    Wiem jak to jest czuć dziurę, totalną pustkę w sercu, w miejscu gdzie powinna się znajdować bezgraniczna miłość do taty.
    Wiem jak to jest mieć cudowną Mamę, która przez te wszystkie lata dawała sobie dzielnie radę sama. Wiecznie zmęczoną, z problemami zdrowotnymi, pracującą na dwa etaty – bo Jej potrzeby i pragnienia zawsze były na drugim miejscu, a „tatuś” nie poczuwał się do płacenia na dzieci. Mamę samotną, na której barkach ciąży cała odpowiedzialność za byt rodziny, która nie ma wsparcia w ukochanym mężczyźnie.
    Jestem bardzo wdzięczna za cały Jej wysiłek i trud, który włożyła w wychowanie dzieci. Za to wszystko darzę Ją miłością, oddaniem, zaufaniem i troską. Bo kiedyś nastąpi taka chwila gdy Ona będzie potrzebowała mnie, a ja przyjdę dać Jej siebie.
    A on? Wybaczyłam. Ale NIGDY nie zapomnę. I to sprawia że jego los jest mi zupełnie obojętny.
    Życzę Ci mamo-sama, aby Twój synek kiedyś docenił to co dla niego robisz, i wynagrodził Ci największą miłością jaką można sobie wymarzyć. Trzymaj się, ściskam Cię mocno!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook