rodzicu, celebruj spokojne poranki!

Powoli uczę się rozkoszować porankami. Miasto wówczas leniwie budzi się do życia, z okien można obserwować coraz większy ruch na ulicach, otwierają się i zamykają coraz częściej okna w innych mieszkaniach, drzwi klatek schodowych a pojedyncze samochody wyjeżdżają z garażu podziemnego. Życie „blokowca”, jak to zwykle nazywali takowych moi przyszli-niedoszli teściowie, ma swoje uroki! Można usiąść sobie z filiżanką beznadziejnie gorzkiej kawy w ulubionym kubku, który pamięta jeszcze czasy wynajmowanego pokoiku mieszczącego zaledwie łóżko i biurko, na miniaturowym balkonie i po prostu obserwować, słuchać. Skinąć na powitanie sąsiadom z balkonu obok, którzy o tej nieprzyzwoicie wczesnej porze rozwieszają pranie albo palą pospiesznie papierosa.

Po pierwszej pobudce na butelkę mleczka, Malutki ponownie zasypia, utulony wcześniej przez Mamusię a Mamusia przymyka wtedy drzwi sypialni i kroczy w swoich kapciach w panterkę wprost do kuchni. Powiedziałabym, że przygotowuję sobie wyśmienite latte z mojego ekspresu. Ale wciąż nie kupiłam do niego kapsułek – czy też „nabojów”, jak to zwykle o nich mawiam. Zużyłam te, które dorzucono gratis do ekspresu i na tym moja kariera baristy się zakończyła na ten moment. Zalewam więc jedynie wrzątkiem okropną kawę, zajmującą od jakiegoś czasu honorowe miejsce na maleńkiej półeczce w kuchni. Zasiadam w spokoju na kanapie w chłodne dni lub na balkonie w te nieco cieplejsze. Myślę, obserwuję, wspominam.

* * *

Otulam się szczelnie szlafrokiem, stoję w progu. Trochę już na balkonie, trochę jeszcze w mieszkaniu. Szum miasta, chłód poranka, zapach gorącej herbaty w kubku na parapecie. Błogo. Spokojnie. Znajomo. Bywały już takie poranki. Przed dwoma laty, gdy Tatuś wychodził ode mnie nad ranem, niemal wyrzucany za drzwi, bo czekało mnie wyjście do pracy. Wtedy to takimi obserwacjami balkonowymi odwlekaliśmy moment pożegnania. Jeden papieros, drugi, trzeci. Jeszcze kawa. Jeszcze coś. W końcu zamykałam za Nim drzwi i pędziłam pod prysznic, standardowo spóźniona na tyle, że o śniadaniu nawet nie myślałam.

Z budynku naprzeciw wychodzi młody mężczyzna, śpieszy się. W kieszeni odzywa się jego telefon. „Jesteś szaaaalona, mówię Ciiii!” Hit echem niesie się po osiedlu. O mało co nie zakrztusiłam się łykiem herbaty. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na zwolennika podobnych melodii. Wracają wspomnienia. Rok temu w telewizji transmitowano festiwal muzyki disco-polo w Kobylnicy bodajże. Leżałam sobie na kanapie w salonie, oglądałam i mówiłam do brzucha. Do Malutkiego. Tatuś spędzał wtedy dwa tygodnie w Chorwacji, wyjechał akurat dzień po naszej przeprowadzce do pierwszego wspólnie wynajętego mieszkania.

Całe dnie żar lał się z nieba, wieczorami przychodziły burze a noce niosły odrobinę pożądanego chłodu, dopiero wtedy otwierałam wszystkie okna i chłonęłam świeże powietrze. Ryzyko przedwczesnego porodu istniało już wtedy, dlatego nie ruszałam się nigdzie za wyjątkiem osiedlowego sklepu. Zamawiałam śliczne ubranka dla Malutkiego, prałam, prasowałam, układałam w komodzie. Rozpakowywałam kartony z rzeczami po przeprowadzce. Czytałam książki, pisałam Jemu długie e-maile z relacją upływających dni i odliczałam czas do Jego powrotu.

Za tydzień transmisja z tegorocznego festiwalu. Pewnie włączę wówczas telewizor. Malutki uwielbia jak śpiewają w telewizji. Podskakuje wtedy w swoim chodziku, gaworzy i chichocze, pełen entuzjazmu wyczekując mojej uwagi. Dzięki Jego zamiłowaniu do podobnej muzyki codziennie uczę się czegoś nowego. Teraz już wiem, że gdy jeździ chodzikiem w pobliżu telewizora i wydaje z siebie sugestywne: eee!, domaga się muzyki. Obraz go nie interesuje, jedynie dźwięki. A Mamusia dowiaduje się coraz nowszych rzeczy. Jeszcze do niedawna byłam przekonana, że niejacy Piękni i Młodzi to dwie osoby, wystarczyło kilka obejrzanych teledysków, by samą siebie wyprowadzić z błędu i doliczyć się trójki.

Na balkonie obok pojawia się sąsiad w piżamie. Puszka napoju energetycznego, papieros. Skinienie na powitanie. Przypomina mi się zupełnie inny mężczyzna, podobnie zaspany o poranku, z podobną puszką, z podobnym papierosem. Wracam do środka, zamykam balkon, zaglądam do Malutkiego. Śpi. Nasypuję do miseczki płatki, zalewam mlekiem, biorę z szuflady łyżkę. W chwili, gdy siadam przy stole, – białym, nieskazitelnie czystym, przecieranym przecież co wieczór – słyszę Malutkiego. Idę do Niego a On już czeka. Podskakuje ochoczo, kocyki zwinięte w kulkę leżą w jednym kącie, Piesio obśliniony i sponiewierany w drugim.

* * *

Od kilku dni każdy poranek wygląda podobnie. Uczę się znajdować ten moment dla siebie, zanim – wraz z obudzeniem się Malutkiego- wpadnę w szał kolejnego dnia, niosącego nowe umiejętności, nowe wyzwania i nowe emocje, niezmiennie urozmaicane dywanem ochlapanym obiadkiem, gryzakiem rzuconym w telewizor czy niczym niewyjaśnionym płaczem zaraz po donośnym śmiechu. Takie chwile pozornej samotności pomagają nabrać dystansu do wszystkiego, co nas otacza. Zwolnić na chwilę bieg, skupić się na detalach, których zwykle się nie dostrzega.

  11 comments for “rodzicu, celebruj spokojne poranki!

  1. 6 lipca 2015 o 19:56

    Dobrze jest czasem tak na chwilę zwolnić, wsłuchać się w rytm miasta, rozkoszując się aromatem porannej kawy… :)

  2. 30 czerwca 2015 o 20:00

    Dobrze napisane. Ciężko jest celebrować poranki gdy w jednej ręce trzymam kawę a drugą pomagam córce ubrać się do przedszkola w tym czasie trzymając nogą aby synek nie spadł z łóżka :) Głupia jestem bo kawę mogę wypić pół godziny później gdy córa pójdzie już z tatą a synek zaśnie ale ja właśnie tak przyzwyczaiłam się celebrować poranki z kawą.

  3. ~Damian
    28 czerwca 2015 o 23:56

    Jakiś czas nie pisałaś. Istniało podejrzenie, że może Tatuś jest powodem. Pozytywnym powodem. Ale chyba jednak nie. Szkoda, że tak traci czas wciąż. Przekona się o stracie, gdy będzie już nieodwracalna. Wszystko do tego właśnie prowadzi niestety. Brakuje już nawet słów na tego człowieka. Po prostu brakuje.

    • ~xlander
      10 lipca 2015 o 05:35

      Nie nazywałabym, człowiekiem gnoja który w du#ie ma dziecko.
      Uwłacza to dobrym ludziom. A on do takich nie należy, skoro cokolwiek jest ważniejsze od rodzonego syna!

      • ~AndrzejA
        13 lipca 2015 o 00:13

        Święte słowa. Niestety…

  4. 28 czerwca 2015 o 17:10

    Wstaję godzinę wcześniej, by napić się tej mojej kawy w spokoju i cieszę się tą ciszą – gdy za ścianą słyszę tylko spokojne oddechy córeczek i męża. I łapię oddech przed nadchodzącym dniem :)

  5. 28 czerwca 2015 o 14:09

    Witam
    Czytając twój post przypomniałam sobie siebie o 5:30 stojącą w oknie z szklanką kawy w ręku i patrzącą jak ludzie w mroku śpieszą się na przestanek autobusowy.Moje maluchy wstawały bardzo wcześnie każdego dnia więc co dzień odprowadzałam wzrokiem ludzi idących na przestanek.O 5:30 już ubrane czekały na swoją butelkę mleka oglądając bajkę z płyty….Jestem marzycielką i głupią romantyczką żyjącą gdzieś pomiędzy niebem i ziemią ,a właściwie chyba byłam kiedyś kimś takim….ale nie ważne .
    Pięknie się ciebie czyta …ładnie przenosisz w swój świat i scenerie słowem pisanym….Choć czasem myślę, że jesteś bardzo nieszczęśliwa, ale mam nadzieje że tak nie jest

    • ~brendi kuk
      9 lipca 2015 o 17:49

      Też odczuwam nutę nieszczęśliwości. Przede wszystkim zawodu na tym Tatusiu i tęsknoty…

      • ~LOLA
        10 lipca 2015 o 19:42

        Uderza też miłość chociaż ten debil swoim odejściem i postawą na nią nie zasłużył.

  6. ~ona.
    28 czerwca 2015 o 01:53

    Masz super dystans do siebie. Pokazujesz to w szczegółach jak chociażby ta kwestia kapsułek do ekspresu. :) szkoda ze tak długo nie pisałaś! Ale widzę ze jedziesz na See Bloggers za to- gratuluję! Taki ‚młody” blog i juz taki sukces! :) tak trzymaj!

    • ~ulaulaula
      12 lipca 2015 o 10:47

      Nigdy nie słyszałam o SEEBloggers, teraz tak spojrzałam i to rzeczywiście mega wydarzenie – gratuluję ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook