-Puk, puk! -Kto tam…? -To ja, kryzys!

Od długiego już czasu odnoszę wrażenie, że moje życie każdego dnia zmienia się diametralnie. Zawsze w ten sam sposób. W chwili, gdy zapada noc. Tak właściwie nie jest to tylko wrażenie. To fakty. Na dodatek trudne do przeoczenia. Co takiego właściwie się zmieniło? Po prostu zaczął szwankować jeden element. Reszta potoczyła się lawinowo. Jak w domino. Pada jedna cegiełka, przewracając następne. Przewracają się wolniej lub szybciej, desperacko próbując utrzymać się w pionie. Nie zawsze to się udaje. Niestety nie zawsze.

* * *

Spójrzmy na ekran telewizora. Na reklamy. Szczęśliwa rodzina zajada z uśmiechem śniadanie, które ma im dać energię na cały dzień. Szczuplutka pani kroczy dumnie w niebotycznie wysokich szpilkach a dzięki innowacyjnym rajstopom nie czuje zmęczenia nóg. Przystojny pan biegnie przez park a ściskany w ręce napój ma pomagać jemu spalać kalorie i nie tracić elektrolitów czy innych potrzebnych bardziej lub mniej substancji – niemalże szczęście w płynie. Ciastka bez cukru. Pożyczki bez odsetek. Kosmetyki bez cienia szkodliwej chemii. Idealny świat. Szkoda tylko odrobinę, że w prawdziwym, realnym życiu – nie tym ze szklanego ekranu – cudowny krem nie zapewni prawdziwego szczęścia.

Jeszcze do niedawna moment, gdy wieczorem kładłam Malutkiego spać – był tak naprawdę początkiem mojego dnia. Miałam TYLE do zrobienia! Niewiarygodnie dużo energii znajdowałam i w każdy z obowiązków wkładałam. Bo tak przecież zwykle jest, prawda? Gdy sytuacja nas zmusza – czujemy się niepokonani, wszechmocni, silni i niezniszczalni. Po co sen? W żyłach przecież płynie kofeina! Po co relaks? Szkoda czasu! A co to właściwie: relaks?

A później przychodzi kryzys. Nie puka, nie pyta o pozwolenie. Włazi z butami, bez zaproszenia w nasze życie. Rozgości się niczym od dawna wyczekiwany z utęsknieniem gość. I zabierze wszystko. Dosłownie wszystko. Stopniowo. Przyniesie noce na sofie, w ubraniu, w makijażu. Przyniesie zaniedbywane obowiązki w pracy. Przyniesie sen przy komputerze, włączonym telewizorze. Przyniesie bezsilność – bo oczy same się zamykają i każda walka z tym jest z góry przegraną. I przegrywasz. Każdej nocy. Zmienia się tylko czas. Niekiedy wytrzymujesz godzinę, innym razem trzy a jeszcze innym dziesięć minut. A rano robisz sobie wyrzuty. Codziennie od nowa.

Zaczynasz więc szukać przyczyn. Wtedy wmawiasz sobie, że to niemożliwe by dorosła osoba nie mogłą się zmobilizować do czegokolwiek bo słodko zasypia na kanapie jak bobas. Idziesz do lekarza. Może nawet słuchasz zaleceń. A poprawy nie ma. Nawet minimalnej. Zaczynasz winić siebie za słabość. Tak jakbyśmy nie mieli prawa do gorszych chwil. Tak jakbyśmy byli jakimiś cyborgami. A kryzys trwa. Rozpieszczany przez nasze zaniedbania. Dopingowany przez zrządzenia losu. Bo tych zaniedbań jest – za przeproszeniem – od cholery.

Zaniedbujesz siebie. W każdym calu. Bo może i masz pomalowane paznokcie, idealnie wyregulowane brwi czy zawsze wyprasowaną bluzkę. Zapominasz, że jesteś człowiekiem. Tylko człowiekiem. Potrzebujesz drugiego człowieka. Potrzebujesz uwagi. Potrzebujesz relaksu. Tak naprawdę potrzebujesz odrobiny egoizmu. Zdrowy egoizm w odpowiednich dawkach jeszcze nikomu nie zaszkodził. Naprawdę! I teraz ja też już to wiem!

* * *

O wiele prościej jest pamiętać o śniadaniu niż później biegać do laboratorium i pozwalać się dziurawić igłami czy łykać niezliczone ilości tabletek. Kanapka z jajkiem, żurawinowy kisiel czy byle jogurt – to kilka minut zaledwie a zawsze jakiś mały krok do lepszego samopoczucia. O wiele prościej jest czasem zignorować brudne naczynia i po prostu w spokoju obejrzeć film czy się zdrzemnąć niż walczyć później z przeogromnym zmęczeniem, szybko przeradzającym się w wyczerpanie. O wiele prościej jest z kimś pogadać, wypić razem kawę niż płakać w samotności. Czasami warto pozwolić komuś by zrobił nam herbatę, rozbawił rozmową, rzucił komplement. Jesteśmy tylko ludźmi. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Szczęśliwa mama to mama zdrowa, zadbana i doceniana! A kryzysy? Niech się mają na baczności!

  7 comments for “-Puk, puk! -Kto tam…? -To ja, kryzys!

  1. ~Damian
    4 maja 2016 o 10:00

    Chylę czoła i kłaniam się w pas! Prześwietny tekst! Nic więcej nie napiszę bo i tak nie przebiję mocym jaka płynie z Twoich słów wyżej.

  2. ~50shadesofgrey
    3 maja 2016 o 21:59

    Życzę Ci aby jak najmniej było tych kryzysów!

  3. 3 maja 2016 o 21:20

    Świetny post. :-) Pozdrawiam!

  4. ~Gosia
    1 maja 2016 o 17:18

    Ile bym dała ,żeby mieć w sobie tyle siły co ty. Jak zaczynałam czytać twojego bloga byłam jeszcze szczę§liwą żoną. Teraz również przechodzę kryzys i kurczę zazdroszczę Ci ,żę zaczynasz żyć na nowo.

  5. ~Jędrek
    23 kwietnia 2016 o 22:28

    Pierwszy raz komentuje mimo ze czytam od wielu miesiecy ale chce bys wiedziala to co mi przyszlo do glowy. Mam ogromna nadzieje, ze ostatni akapit wrozy przelom czyli mezczyzne w Waszym zyciu. Mlody potrzebuje ojca a Ty potrzebujesz partnera i nic tego nie zmieni. Zaslugujecie na to. Czesto sie mowi teraz, ze tacy pizdusie w rurkach to baby a nie faceci, nieprawda bo tacy bywaja lepszymi mezczyznami niz tacy „prawdziwi mezczyzni” jakim na pozor byl blogowy Tatus. Bo przeciez przez wiele dlugicj miesiecy uczylismy sie od Ciebie jego osoby i nigdy nie padlo tu nic ponad to, ze dla Ciebie autorko byl idealem faceta. Co ciekawsze mimo wad i mimo ze facet nie ma jaj to jemu zazdroszcze. Bo bedac takim totalnym zerem ktore zostawilo swoja rodzine, mial na tyle szczescia ze Wy wciaz czekaliscie i w niego wierzyliscie. Jak widac wiara okazala sie byc zbedna bo gnoj pozostal gnojem. A Wam zycze powodzenia i szczescia z kims lepszym. Kazdy bedzie lepszy, jesli tylko Was pokocha. Trzymam kciuki

  6. ~święty
    21 kwietnia 2016 o 13:26

    Coś w tym jest. Przez 5 miesięcy ciągnąłem jak nakręcony – bo musi być po staremu… mieszkanie wylizane codziennie na wysoki połysk, domowe obiadki, spacerki, weekendowe wycieczki do dziadków, mały remoncik, ukochana korporacja i 5 godzin snu przerywane od czasu do czasu ząbkowaniem lub wizytą na SORze z zapaleniem czegoś tam u Małego. Nie da się ciągnąć na adrenalinie, wqrwie czy złości na cały Świat. Po pewnym czasie to mija, nie masz siły na nic, brakuje cierpliwości, zaczynasz łykać garść piguł na wszystko przepijając je znanym z reklamy środkiem na porost skrzydeł. Po takim kryzysie uświadamiasz sobie że nie da rady żyć po staremu w nowych okolicznościach. Uczymy się żyć od nowa, tak żeby nie paść na ryj i mieć radość z życia.

  7. ~MartynaG
    15 kwietnia 2016 o 11:48

    Czy to moje mylne wrażenie, czy ten post jest przełomowym? Ma takie oznaki… jakbyś chciała pokazać – zrozumiałam coś, otworzyłam się, kryzys WON! :) Strasznie to cieszy.

    Nie wiem czy wiesz, ale w każdym Twoim wpisie między słowami próbuję wyczytać coś głębszego… jakbym miała w głowie zakodowane, że pod tymi słowami kryje się coś jeszcze, co wyczytają tylko nieliczni.

    Tu zawsze jest pełno emocji! Twoich emocji! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook