mój drogi – to Twój syn, nasz syn…

Czasami potrzebujemy kilku dni by zebrać myśli po jakimś wydarzeniu, prawda? Też ich potrzebowałam. Bo przecież każdy na swój sposób przechodzi żałobę a żałoba z kolei nie musi oznaczać, że kogoś pochowaliśmy w sensie dosłownym. Nie musi oznaczać od razu czyjejś śmierci. Czasami umierają jakieś przekonania, wartości, innym razem nadzieje. Tylko wspomnienia pozostają zawsze żywe. Chciałoby się powiedzieć – niestety. Bo nie wszystkie przecież chciałoby się pamiętać. Za kilka dni Mikołajki. Jeszcze tydzień temu powiedziałabym, że minie wtedy rok, od chwili, gdy byliśmy ostatni raz we troje. Ale wiecie co? Tutaj chyba będzie niemałe zaskoczenie – otóż kwestia ta stała się nieaktualną.

Kiedy usłyszałam, że Ten Mężczyzna chce zobaczyć Malutkiego, poznać Go, że za kilka godzin się pojawi – nadzieja eksplodowała. Ta skrywana dotąd pod codziennymi uśmiechami i obowiązkami. Ta wstydliwa. Ta niczym nieuzasadniona. Ta wielka. Ta ogromna. Malutki miał akurat gorszy dzień, marudził, popłakiwał, chodził w kółko ze skrzywioną minką. Nie wiedziałam, co robić. Nie wiedziałam, od czego zacząć. Nie wiedziałam, jak to wszystko będzie wyglądać. Nie wiedziałam, czy płakać ze szczęścia, że ten instynkt ojcowski wreszcie się obudził czy też drżeć z niepokoju o to, co się wydarzy. Szkoda, że wtedy nie wiedziałam, ile łez tego dnia upłynie. Szkoda, że w tamtej chwili tak mało wiedziałam.

* * *

Malutki wciąż popłakiwał, otulony w czapce w pingiwnki i swojej kurteczce. A On stał w szarej bluzie – o ironio, sama ją Jemu wybrałam ponad rok temu – z nieobecnym wzrokiem, wyprostowany i na pozór silny. Wyglądał dokładnie tak, jak zawsze – ta sama fryzura, ta sama twarz, ta sama postawa. Brzmiał dokładnie tak, jak zawsze. Nie patrzył na Malutkiego.  Nie patrzył na nas. Wyrzucił z siebie cztery słowa, szybko i zdecydowanie. Nic więcej. Cztery słowa, które przelały czarę goryczy tego – mijającego już – roku tylko we dwoje. Po tych słowach wszystko potoczyło się już błyskawicznie. Deszcz uderzał o szyby samochodu, mój mały człowieczek w foteliku denerwował się i chciał uwolnić z zapięcia, płakał. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. W głowie nie brzmiały mi Jego słowa. W głowie przemykały mi jedynie tysiące obrazów.

My nad jeziorem w środku mroźnej nocy. My wtuleni w siebie na kanapie przed telewizorem nad ranem. My na balu. My z sylwestrowym szampanem. My w sklepie, gdy przymierzał tą szarą bluzę. My na spacerze nad morzem. My w tak wielu miejscach, w tak różnych sytuacjach. Razem. I ja. Zupełnie sama na szpitalnym korytarzu, z płaczącym Malutkim, w środku nocy, gdy był chory. Zupełnie sama za każdym razem z Nim na szczepieniu. Zupełnie sama w supermarkecie, z wózkiem pełnym zakupów, Malutkim marudzącym w koszyku i perspektywą, że te zakupy będzie trzeba wnieść z garażu do mieszkania – całe dwa piętra, sama, z Malutkim na rękach. Zupełnie sama ze łzami w oczach nad listą zakupów – rezygnując z kolejnych jej niezbędnych pozycji przewidzianych dla siebie na rzecz tych dla Malutkiego. Zupełnie sama z zapaleniem oskrzeli, gdy nikt mnie w niczym najdrobniejszym chociaż nie wyręczył. Zupełnie sama zawsze.

* * *

Przez kilka kolejnych dni wszyscy zachowywali się tak, jakby ktoś umarł. Dzwonili z pytaniami, jak się trzymam? Ktoś przyniósł obiad. Ktoś inny ciasto. Jeszcze ktoś inny spytał, czy chcę pojechać po zakupy, czy potrzebuję pomocy? Padło wiele pytań o samopoczucie. Przez kilka dni nie jadłam nic poza tymi podsuwanymi gotowymi obiadami. Żadnych śniadań, kolacji, przekąsek, nic. Odgrzanie czegoś jeszcze wchodziło w grę. Zebranie się w sobie by zrobić kanapkę – już nie. Przez kilka dni skupiałam się na obowiązkach przy Malutkim, czyszczeniu kuchennych szafek, układaniu przypraw, praniu, prasowaniu. Umyłam okna, wyprałam zasłony. Posprzątałam nawet w garażu. Robiłam wszystko by tylko nie usiąść i nie zacząć bić się z myślami. Robiłam wszystko by nie czuć. I nie czułam. Nie czułam zmęczenia, głodu, niczego. Dopiero po kilku takich dniach zdobyłam się na odwagę, żeby wrócić myślami do tamtego wieczoru. Otulona kocem, siedziałam na sofie całą noc. A w oknach naprzeciw młodzi rodzice na zmianę nosili płaczące maleństwo na rękach.

* * *

Kiedy ktoś umiera – zachowujemy wspólne zdjęcia i pamiątki  by ta osoba była z nami jak najdłużej. Dlaczego mówię o umieraniu? Bo tego sobotniego wieczoru ktoś dla mnie umarł. Tatuś opisywany tutaj od początku. Jego już nie ma. Został tylko Ten Mężczyzna. Pokładałam w Tatusiu wielkie nadzieje, wierzyłam w to, że kiedyś po prostu dojrzeje do roli ojca, dojrzeje do bycia tym Tatusiem i po prostu wróci. W najśmielszych z czarnych scenariuszów nie przewidziałam, że zachowa się w taki sposób, na dodatek w obecności Malutkiego. Nie raz i nie dwa słyszałam przez cały ten rok: wystarczy, że staniesz przed Nim z Malutkim a już nie będzie chciał Was puścić, Malutkiego nie da się snie kochać. Widocznie się jednak da. Ale to już nieważne. To jeden z tych momentów, które trzeba traktować, jakby nigdy nie miały miejsca. Dla obopólnego dobra. Dla dobra Malutkiego. Nie wyjęłam z portfela zdjęcia Tego Mężczyzny. Mimo wszystko wciąż tkwi wetknięte w to mało okienko. Niech tkwi.

Kiedy ktoś umiera – żyje w naszych wspomnieniach. Te złe zawsze warto pomijać i puszczać w niepamięć. Zawsze więc będę wspominać pierwsze przepłynięcie jachtem – bez Niego przecież bym się nie odważyła. Zawsze będę wspominać też ten wspaniały bal, który pomógł mi dostrzec w Nim Tego Jedynego, w ułamku sekundy wpatrywania się w Jego oczy. Tego, z którym chciałam iść przez życie. Czekać, gdy się spóźnia, pić z Nim zimną kawę przed telewizorem i patrzeć, jak wykrzywia usta przez sen. Zawsze już będę wspominać tego mężczyznę, dla którego przestałam się spieszyć. Teraz codziennie widzę Jego mniejszą wersję, identyczną minę przez sen i tak samo poczochrane rano włosy.

Po tym wstrząsającym spotkaniu doszłam do bolesnych wniosków. Minęło już kilka dni a ja wciąż czuję pustkę, jakby ktoś mi wyrwał kawałek czegoś ze środka. Z całego serca jednak kilku rzeczy naprawdę żałuję. Żałuję, że nigdy Go nie zdradziłam. Bo gdyby tak się stało – miałby prawo teraz tak mnie potraktować. Żałuję, że Malutki jest Jego synem. Bo gdyby nie był – miałby prawo teraz tak mnie potraktować. Żałuję, że nie wykorzystałam wszystkiego, co tylko mogłam by zapłacił za krzywdy, jakich się dopuścił. Bo gdybym się zemściła – miałby prawo teraz tak mnie potraktować. Żałuję tych wszystkich szans, prób, propozycji, jakie otrzymał. Bo gdyby nie dostał żadnej – miałby prawo teraz tak mnie potraktować.

Żałuję tego, że nie zrobiłam tych strasznych rzeczy z prostego powodu. Bo wtedy umiałabym znaleźć wytłumaczenie dla Jego zachowania. Nie wystarcza mi argument: bo jest zły, bo jest niedojrzały, bo jest uparty albo ma trudny charakter. Te wszystkie tłumaczenia są nic niewarte, jeśli w grę wchodzi Malutki. Nigdy nie zrozumiem, jak można tak łatwo rezygnować z własnego dziecka, wiedząc, że wszystko zostałoby wybaczone i zapomniane. Nigdy tego nie zrozumiem. I nie będę już nawet próbować.

* * *

Jeśli to kiedyś przeczytasz – przypomnij sobie ten moment w gdańskim szpitalu, gdy rozległ się dźwięk serduszka Malutkiego na KTG. Pamiętasz? Zapytałeś mnie wtedy, co to takiego? A później słuchałeś i słuchałeś. To małe serduszko bije w naszym małym człowieczku a Ty zrobiłeś już wszystko, by te serduszko nigdy nie miało okazji Cię pokochać. Miłością, jakiej nigdy nie doświadczyłeś i nie doświadczysz. Bo dziecko kocha miłością wielką, bezgraniczną, bezinteresowną. Możesz szukać jej substytutu latami. Ale nic nie zastąpi roześmianej buzi nad ranem, nawet jeśli jest tak nieprzyzwoicie wcześnie, że za oknem jeszcze ciemno. Nic nie zastąpi Jego małych rączek wyciąganych w górę do przytulenia. Nikt ani nic nie zastąpi Ci ani Malutkiego ani tej małej rodzinki. Próbuj do skutku.

I tak naprawdę, gdybym mogła dać Ci w tej chwili jedną rzecz, taką jedyną – chciałabym tylko byś mógł na chwilę zobaczyć świat i siebie moimi oczami. Zobaczyć, że byłeś dla nas właśnie tym całym światem i poczuć, jak bardzo byłeś kochany, jak wiele Ci wybaczono i jak wiele Ci zapomniano. Może gdybyś to wszystko zobaczył – byłoby inaczej. Może.

  24 comments for “mój drogi – to Twój syn, nasz syn…

  1. ~zabieganamama
    22 grudnia 2015 o 13:04

    Brak słów na tego „człowieka”… Jakim trzeba być potworem? :( :(

    • ~Rafał
      21 stycznia 2016 o 01:19

      Potworem pozbawionym uczuc. Uczucia wyparowaly a w ich miejsce wciagnal cos innego. Paranoja. To juz nawet nie glupota. To nieludzkie i bestialskie

  2. ~phill87
    15 grudnia 2015 o 11:08

    Gnój z niego i tyle. Nic więcej nie nasuwa się już na jego temat.

  3. ~czesława63
    14 grudnia 2015 o 17:46

    Masz w sobie ogromną siłę!

  4. ~Fifu
    12 grudnia 2015 o 22:10

    Jestes jedna z kobiet tego wymierajacego gatunku. Skad takie wnioski? Bo ROK CZASU jestes wierna mezczyznie, ktory nawet nie jest tego wart i nawet nie trwa przy Was. Bo jak nazwac to inaczej jesli wiernoscia? Przez rok czasu moglas sobie urzadzic na nowo zycie z kims zupelnie innym. Ale Ty pozostajesz jemu wierna. Niech gosc zaluje bo skoro jestes wierna teraz to po slubie bys przy nim trwala wiernie tym bardziej. A w swiecie pelnym zdrad to skarb miec taka kobiete. Dla ktorej nie liczy sie byle substytut tylko ten jeden mezczyzna. Jestes niezwykle kobieca i masz piekny styl. Zdjecia na Instagramie ktore czasem wrzucasz siebie chociaz nie widac twarzy bo chcesz zachowac anonimowosc rzuca sie w oczy jaki masz super styl. A czym jest Instagram? Niestety w wiekszosci Twoich rowiesniczek to rozbneglizowane fotki, wydymane w dziubek usta i relacje z niekonczacych sie imprez a u Ciebie widac klase! KLASE! Bo wygladasz z klasa i elegancko mimo ze pelnisz tyle rol i moglabys zamknac sie w kategorii dresow. Co do Instagrama jeszcze to wazne jest jesli nie najwazniejsze, ze nie sprzedajesz Waszego zycia. TYle jest blogerow czy blogerek a nawet normalnych, zwyklych Kowalskich ktorzy wrzucaja miliony zdjec dzieciaka i siebie. Zero prywatnosci. A Ty chronisz swoje dziecko i to jest naprawde cenne. No i jestes intekigentna i utalentowana bo przeciez piszesz niemal o wszystkim w sposob, ktory urzeka. I Ty urzekasz! Ta klasa, naturalnosc i skromnosc na Instagramie plus talent, lekkosc i emocje na blogu tworza lacznie niezwykla mieszanke. A wiesz jak ta mieszanka sie nazywa? KOBIETA IDEALNA.

    :d Tyle w temacie.

  5. ~TOMASZ
    11 grudnia 2015 o 17:13

    Czytam Ciebie od jakiegoś czasu. W tym momencie aby reszta komentarza miała sens muszę się przyznać,że uwielbiam słuchać Krajewskiego.”Wyglądasz” mi na osobę, która to zrozumie. A może też lubisz? Jedna piosenka jest szczegółna dla Ciebie. Powinna być.Zacytuję Ci tu jej fragment: „Tej dziewczynie, która czyta list wyblakły,
    tej kobiecie która milczy cały dzień,
    tej co stawia w noc bezsenną złe pasjanse,
    i ozdabia nadziejami ciemną sień.

    Niech się niebo nie kojarzy tylko z deszczem,
    niech się rzeka nie kojarzy z rzeką łez.
    Są na świecie dobre okna w dobrym mieście,
    i ta wiara, że w człowieku – człowiek jest.

    Nie jesteś sama, nie jesteś sama
    uwierz w siebie, uwierz w ludzi, uwierz w nas.
    Nie jesteś sama, nie jesteś sama
    są gdzieś okna, które płoną cały czas

    Tej dziewczynie, która topi w czarnej kawie,
    te tęsknoty których miała pełen skład, ”

    Będzie dobrze, zobaczysz,To ten facet jest przegranym.Przegrał rodzinę.

    • ~dedeon
      11 grudnia 2015 o 18:27

      „i ta wiara, że w człowieku człowiek jest” DOKLADNIE!

  6. ~Tamara Tur
    11 grudnia 2015 o 10:40

    „My nad jeziorem w środku mroźnej nocy. My wtuleni w siebie na kanapie przed telewizorem nad ranem. My na balu. My z sylwestrowym szampanem. My w sklepie, gdy przymierzał tą szarą bluzę. My na spacerze nad morzem. My w tak wielu miejscach, w tak różnych sytuacjach.” Rozpamiętujesz chwile, które nie mają najmniejszego znaczenia… Bo te ważne, te świadczące o miłości nigdy w życiu nie spędziliście razem. Nie uważam by on kiedykolwiek dawał świadectwo miłości, choć Ty kochałaś się na całego :(
    Głupi, niedojrzały gnojek, który mimo upływającego czasu niczego się nie nauczył, nie dorósł ani odrobinę. Nie ma sensu zawracać sobie głowy, rozpamiętywać, cierpieć z jego powodu. Widzę, że już poczyniłaś duży krok, otworzyłaś oczy, ale jednak melancholia czasem się wkrada.
    Jestem przekonana, że jeszcze będziesz kochać i będziesz kochana, Ty i Malutki. Tylko musisz uwolnić swoje myśli od tego gnojka. Czego Ci życzę z całego serca na nadchodzący rok :*

    • ~devikapek
      13 grudnia 2015 o 23:03

      DOłączam się do życzeń. Autorko NAPRAWDĘ ZASŁUGUJECIE NA LEPSZEGO PARTNERA I OJCA NIŻ TEN GNÓJ. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Albo jest tak podły albo tak niezrównoważony. Żadnego usprawiedliwienia nie ma na jego absurdalne zachowanie względem własnego dziecka.

  7. ~Marta Be.
    10 grudnia 2015 o 11:29

    Trafiłam na Twój blog przypadkowo, ktoś go podlinkowałm na facebooku, chcąc udostępnić jakieś zdjęcie stąd i tak przeczytałam ten wpis i prawie zaczęłam płakać. Mam tak emocjonalny stosunek, bo od 1 sierpnia tego roku jestem żoną, w okresie kilku najbliższych lat, chcę zostać matką… i nie wyobrażam sobie, żeby mój mąż kiedykolwiek mógł mieć czelność zachować się w ten sposób, co Twój mężczyzna! Tym bardziej, że ma tak niesamowitą kobietę jak Ty na wyciągnięcie ręki. Myślę, że nie ma co go żałować, wiesz? Myślę też, że nie ma co go w tym portfelu trzymać. Czas zrobić miejsce na kogoś nowego, na kogoś kto na to miejsc zasługuje. Kto pokocha i Ciebie i Twojego syna, tak mocno, jak mocno zasługujecie na bycie kochanymi!

    Podziwiam Cię silna kobieto! Nigdy się nie poddawaj! Macie siebie z Malutkim nazwajem – to najważniejsze!

  8. ~Anna
    9 grudnia 2015 o 08:45

    Myślę, że ten człowiek nie myśli i nie działa na trzeźwo (nie wiem może narkotyki,dopalacze,alkohol, choroba psychiczna). Mając tak Małego Synalka nie da się być takim gburem. Dla dzieci największe patologie mają uczucia, nie wspomną już o zwierzętach;-/. Trzymaj się! nie daj się wpakować w jakieś analizy,nie warto!!!

    • ~alana
      10 grudnia 2015 o 21:16

      Racja.ten człowiek jest wyzuty ze wszelkich uczuć. Jak pusta w środku lalka. Nie wiem co mogłoby nim wstrząsnąć na tyle by odczuwał właściwe emocje. Jak juz zacznie czuć to oby nie było o wiele za późno.

  9. ~czytlenik
    9 grudnia 2015 o 01:12

    Wspaniale napisany ostatni akapit. Gdyby on widzial swiat Twoimi oczami to juz dawno by zrozumial ze nie znajdzie nigdzie takiej milosci jaka czekala na niego w Waszych serduszkach. Stracil rok. I teraz juz stracil szanse na zawsze. Pr4zykro patrzec na taka jego glupote. Eh. :(

  10. ~Enkre
    8 grudnia 2015 o 12:36

    Jest mi przykro, że po raz kolejny Cię skrzywdził. Bardzo przykro. Nie zasłużyłaś na to. Ale lepiej, że odszedł niż miałby wrócić straciłabyś kolejne miesiące, być może lata a przy tym sytuacja mogłaby negatywnie wpływać na Malutkiego. On być może sprawiał by początkowo dobre wrażenie ale później możliwe, że „zabawa w rodzinę” by mu się znudziła i jeszcze bardziej raniłby Ciebie i Malutkiego. A tak, sprawa wydaje się skończona. Rozdział zamknięty. Zasługujesz na kogoś lepszego, kto kochałby Ciebie i Twojego synka z całego serca. Teraz to na pewno bardzo trudne, pogodzić się z rozwianymi złudzeniami i całym morzem wspomnień, myśli, emocji. Musisz jednak jeszcze raz się podnieść po porażce i w końcu zamknąć ten rozdział. Na pewno dasz radę. Jesteś dzielną, silną, młodą kobietą, do tego mądrą i rozsądną; nie raz nam już to udowodniłaś. Powodzenia.

  11. ~Szwedlo
    7 grudnia 2015 o 22:26

    A Ja myśle ze w gruncie rzeczy dobrze sie stalo , mam na mysli to spotkanie ….Wiesz dlaczego? Przynajmniej nie masz zludzen i nadzieja ktora umiera ostania ,calkiem umarla i mozesz zamknac ten etap w zyciu .Zal ktory czujesz minie zamieni sie w obojetnosc i ulge nie bedziesz sie lapala tak jak do tej pory nad marzeniami ze we troje spedzacie czas lub co ON by powiedzial widzac malutkiego w danej sytuacji .Nie ma co sie rozwodzic nad tym dlaczego i jak ON mogl sie tak zachowac .Widocznie ma taki mechanizm obronny ale uwierz mi , bedzie o malutkim myslal czasem bo czasem .Za to Ty chyba juz wiesz , nie warto bylo poswiecac tylu mysli i lez , ten czlowiek poprostu nie zaluguje na to wybacz mu i idz do przodu nieogladajac sie za soba.Czas nas uczy pogody …..znasz posluchaj bedzie lepiej ,zawsze sie jakos i tak uklada.Pozdrawiam

  12. ~mizia
    7 grudnia 2015 o 17:38

    Bardzo smutne. ;( To bardzo zły ojciec. I jeszcze gorszy człowiek. Przykro mi się zrobiło.

  13. ~bobik
    7 grudnia 2015 o 14:30

    Nie raz i nie dwa słyszałam przez cały ten rok: wystarczy, że staniesz przed Nim z Malutkim a już nie będzie chciał Was puścić, Malutkiego nie da się snie kochać. Widocznie się jednak da. Ale to już nieważne. To jeden z tych momentów, które trzeba traktować, jakby nigdy nie miały miejsca. Dla obopólnego dobra. Dla dobra Malutkiego. Nie wyjęłam z portfela zdjęcia Tego Mężczyzny. Mimo wszystko wciąż tkwi wetknięte w to mało okienko. Niech tkwi.
    :( :( :( ale frajer… serio frajer.

  14. 7 grudnia 2015 o 13:09

    Strasznie mi przykro…:( Aż nie wiem, co powiedzieć. Więc nie napiszę nic. Po prostu – wirtualnie przytulam.

  15. ~roksana
    7 grudnia 2015 o 10:44

    Jestes wspaniala Mama! Dzielna i kochajaca! Tak trzymaj! Nadejdzie dzien, w ktorym los cale to zlo Ci wynagrodzi!

    Pozdrawiam bardzo serdecznie!

  16. ~devikapek
    7 grudnia 2015 o 09:52

    Strasznie smutno. Przez chwilę była nadzieja, że może Twoja nieobecność kilkudniowa to tarzanie się w wielkim szczęściu a powrót przyniesie mnóstwo dobrych informacji.

    :(

  17. ~Dominika
    6 grudnia 2015 o 19:48

    Niestety tego sie spodziewalam. Ze on zobaczy dziecko a mimo to nadal gnojem pozostanie. Przykre czytac taki wpis. Nie pytam nawet co za slowa padly bo po nim mozna sie spdoziewac najgorszego. Co Ci tylko powiem to dziewczyno masz klase bo tak naprawde nie napisalas o nim w tym tekscie ani jednego zlego slowa ani nie wypralas brudow. Wyrazasz swoj zal i zawod a tak naprawde jesli gosc ma serce to taki tekst powinien spowodowac u niego takiego kaca moralnego nie do przejscia.

  18. ~brendi kuk
    6 grudnia 2015 o 19:11

    I tak naprawdę, gdybym mogła dać Ci w tej chwili jedną rzecz, taką jedyną – chciałabym tylko byś mógł na chwilę zobaczyć świat i siebie moimi oczami. Zobaczyć, że byłeś dla nas właśnie tym całym światem i poczuć, jak bardzo byłeś kochany, jak wiele Ci wybaczono i jak wiele Ci zapomniano. Może gdybyś to wszystko zobaczył – byłoby inaczej. Może. – ten kawałek w zupełności wystarczy. Tyle on powinien usłyszeć lub przeczytać.

  19. ~Paweł
    6 grudnia 2015 o 18:21

    Trzeba być naprawdę skończonym gnojem żeby swoim zachowaniem doprowadzić do tego że kobieta żałuje że gościa nie zdradziła. Kurde jakim trzeba być ojcem i człowiekiem żeby do tego dopuścić? Brak słoów!!!!

  20. ~stietencron
    6 grudnia 2015 o 18:10

    Masz rację, droga Mamo. Czasami mamy w sercu żałobę po kimś, kto nie umarł. Przykro mi, że ten ktoś jest ojcem Twego Malutkiego. Wiem, jak bardzo prawdziwe są Twe słowa, bo ja również opłakałam kogoś, kto nadal żyje. Człowiek. Bo mój najlepszy przyjaciel umarł. I wiesz co? Nie ma dnia, żebym nie zadrżała na myśl, że osoba, którą wybrał, skrzywdzi go tak bardzo, jak skrzywdziła mnie. Bo ona to zrobi, gdy skończy się dobra passa, ściągnie piękną maskę i pokaże obrzydliwe wnętrze, tak jak pokazała je mnie, kiedy nie mogła uzyskać tego, co chciała. Wybacz, że o tym piszę, ale ten post głęboko mnie poruszył. Może nie sądziłam, że jest ktoś, kto patrzy na pewne sprawy tak, jak ja. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook