kolejna lekcja z macierzyństwa.

Żar leje się z nieba od kilku dni a według prognoz upały mają jeszcze jakiś czas trwać. Tak jak przed ciążą było mi to zupełnie obojętne, tak teraz podobna pogoda męczy mnie niemiłosiernie. Nasz plan dnia uległ znacznym zmianom – na spacery chodzimy z samego rana i wieczorem, gdy powietrze jest nieco lżejsze, bez ciężaru ogromnych temperatur.

Malutkiemu upał nie przeszkadza. Energia niezmiennie go rozpiera i żądza zabawy jest zaskakująco silna. Tak więc całe dnie za nim biegam a kiedy On sporadycznie odpoczywa, staram się też łapać oddech.

Nie bierz, nie ciągnij, nie ruszaj!

Malutki ma niezliczoną ilość ubranek. Dlatego też pranie włączam zwykle tylko dwa razy w tygodniu. Później z obu prań zbieram wysuszone rzeczy i zabieram się za prasowanie. Zwykle podczas Jego drzemki lub późno wieczorem, gdy już śpi. Wtedy włączam sobie jakiś film, robię kawę i prasuję. Tak było od jego narodzin. Zawsze i niezmiennie.

W ostatnich dniach Malutki posiadł sztukę chodzenia. Raczkuje sobie a sekundę później już maszeruje wzdłuż półek i zdejmuje z nich książki. Zagląda do szafek. Próbuje wpełzać pod łóżko, za szafki, wspiąć na kanapę czy dosięgnąć parapetu. Zabezpieczylam wszystko, co się dało a niepowołane rzeczy poupychalam w niedostępnych miejscach. Mimo to zawsze znajdzie się coś do schwycenia przez Niego. Mimo męczących upałów – kompletnie Jemu nie przeszkadzają- pędzi w tę i z powrotem a ja za nim. Nie chodzi jeszcze na tyle stabilnie, by nie zapominać, że wypada się czegokolwiek trzymać. Czasami więc rozpędza się, zapomina co dalej i pada jak długi. Podnoszę, zabieram to, co zdążył schwytać i tak w kółko.

Kiedyś muszę się za to zabrać

Wysuszone pranie leżało na przeznaczonej do tego półce już czwarty dzień. Niemiłosierny upał skutecznie zniechęca mnie do prasowania. W końcu któregoś wieczoru się za to zabrałam. Zaledwie trzy koszulki później Malutki się obudził. I nie zasnął już do czwartej nad ranem. Wówczas odłożyłam na bok te nieszczęsne pranie i padłam spać. Na całe dwie godziny.

Bo mój mały bohater obudził się po szóstej. Nakarmiony, przewiniety i w pełni zadowolony, zajął honorowe miejsce na moich poduszkach a ja zaraz obok. Nie zasnęłam już – wierceniu i kręceniu się przez Niego nie było końca. Od dziewiątej już zwiedzał ponownie wszystkie możliwe kąty a ja wpadłam na pomysł: wypadałoby coś zjeść.

Nie taki makaron straszny

W chwili, gdy ta myśl przyszła mi do głowy, było już zdecydowanie za późno na śniadanie. Postawiłam więc na opcję obiadu. Szybkim pędem wstawiłam makaron i wróciłam do Malutkiego, który właśnie z wielkim zainteresowaniem przyglądał się cyferkom na wyświetlaczu dekodera.

Niedługo później makaron był już ugotowany i spoczywał w misce. Leżał tak sobie i leżał. Bo zmiana pieluchy. Bo zupka. Bo koszulka do przebrania. Bo piciu. Nawet nie zauważyłam kiedy, makaron zniknął, podjadany, gdy tylko pojawiałam się w kuchni. 

W końcu to zrobiłam! 

Przez cały dzień nie znalazłam nawet chwili by wziąć się za prasowanie. Sterta ciuszków leżała i czekała. Gdy Malutki juz spał, miałam zamiar się tym zająć. Ale tym razem zrobiłam coś innego. Niecodziennego. 

Po raz pierwszy nie wyprasowałam. Poukładałam ładnie w komodzie, wzięłam prysznic i poszłam spać.

Mój pierwszy raz nie-prasowania nie poszedł tak źle. Nie wzbudził też wyrzutów sumienia, których się spodziewałam. Przez kolejne dwa dni chodziła mi po głowie myśl, żeby wyjąć z komody te ubranka i jednak je wyprasować. Na szczęście nie miałam zbyt wiele czasu na podobne rozmyślania.

Lekcja dla mnie: nie-prasowanie nie jest złe. 

  9 comments for “kolejna lekcja z macierzyństwa.

  1. ~50shadesgrey
    10 sierpnia 2015 o 12:54

    Fajnie piszesz niezmiennie ;)

  2. ~Fifu
    9 sierpnia 2015 o 18:57

    Upał ogromny i końca nie widać niestety.

  3. ~Piotr
    9 sierpnia 2015 o 15:25

    Zazdroszczę małemu takiej energii. ;)

  4. ~Katarzyna
    9 sierpnia 2015 o 13:06

    Odwalasz kawał dobrej roboty za oboje rodziców. Nie musisz być perfekcyjna panią domu. Jak widzisz meteoryt w ziemię nie uderzył z tego powodu że coś sobie odpuscilas. :)

  5. ~hanny
    9 sierpnia 2015 o 10:45

    Świata się nie zawali. ;)

  6. ~Damian
    8 sierpnia 2015 o 23:50

    I bardzo dobrze! Nie marnuj energii w taki upał. I tak super sobie radzisz. :)

  7. 8 sierpnia 2015 o 22:35

    Hahaha, Brawo :) Pierwszy raz nieprasowania jeszzce przede mną. Trochę się boję, ale wiem, że to już czas… w Końcu ja też chodze w nieprasowanych :D

    • ~Mama Lusi
      9 sierpnia 2015 o 10:58

      Oj tam… ;)

  8. ~mizia
    8 sierpnia 2015 o 12:00

    I bardzo dobrze!
    Odpoczynek Ci się też należy zwłaszcza zwłaszcza w taki upał. :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook