jestem Supermamą i wiesz co…? całkiem mi z tym dobrze!

Zaczęłam pisać tego bloga, żeby przelać swój żal, tęsknotę, miłość. Żeby On kiedyś tutaj trafił i chłonął słowa. Czuł, jak za Nim tęsknimy i Go wyczekujemy. Minęło ponad pół roku a blog ze studni napełnianej słowami płynącymi prosto z serca, stał się miejscem, gdzie spotykają się osoby w podobnej sytuacji ale i te w zupełnie odmiennej. Poznałam wspaniałych ludzi, schwyciłam szanse, jakich wcześniej bym nie dostała i znalazłam siłę, której potrzebowałam. Do tego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zyskałam dodatkowy etat, bo blogowanie to przecież też praca. Czasami żmudna. Ale warta tego wysiłku.

* * *

Wstaję codziennie około piątej rano, wcześniej nawet niż panowie w wojsku. Budzi mnie marudzenie Malutkiego, na wpół rozbudzonego, domagającego się przedwczesnego śniadania. Podaję więc Jemu Piesia i pędzę po butelkę. Zabieram Go do swojego łóżka, czekam aż wygodnie się ułoży na moich poduszkach, następnie zje i ponownie zaśnie. Odstawiam butelkę gdziekolwiek. Na podłogę, parapet, pod łóżko. I kładę się na maleńkim skrawku łóżka pozostałym dla mnie. Mój mały bohater zwykle śpi w takiej pozycji, że dokładnie cały środek materaca jest dla mnie niedostępny. Drzemię sobie tak z nim około godzinki, następnie odkładam do łóżeczka i idę na kawę. Mocną, gorzką, zwykle jedyną gorącą w ciągu dnia.

Sprzątam, coś przekąszę, wrzucę coś na Facebooka, ubiorę się. Jakieś obowiązki zawsze się znajdą. Gdy Malutki się budzi nastepuje poranny rytuał: soczek, zmiana pieluchy, ubieranie. Następnie włączam sobie Ostry Dyżur w telewizji jako tło i rozpoczynamy zabawę. Malutki domaga sie prowadzania Go za rączki, turlania z Nim piłeczki i wielu innych rozrywek, które absolutnie Go nie męczą, nieważne jak długo by trwały.

Dwa etaty to za mało

Koło jedenastej zwykle przypada około półgodzinna, czasami dłuższa drzemka. Wtedy to błyskawicznie sprzątam po posiłku Malutkiego, włączam komputer i pracuję. Teksty na bloga, odpisywanie na wiadomości, śledzenie aktualności. Obróbką zdjęć póki co się nie przejmuję – wrzucam te robione telefonem, sekundę po ich powstaniu. W międzyczasie przerzucam sterty papierów z pracy, wykonuję telefony, chociaż trochę staram się nadrobić to, co mam aktualnie w obowiązku do zrobienia. Im więcej zdążę teraz, tym krócej będę nad tym siedzieć w nocy. Prosta i brutalna zasada zarazem.

Reszta dnia bywa zwykle bogata we wszelkiego rodzaju urozmaicenia. Czasem kilkanaście razy wkładam do komody albo innej szafki to, co On zdążył powyrzucać na podłogę. Innym razem kilka godzin prowadzam Go za rączki albo wożę na rowerku. Bywają też dni, że ząbkowanie daje w kość i calutki czas spędza na moich rękach, wtulony, marudzący, wydzielając hektolitry ciągnącej się śliny. Do końca dnia nie mam właściwie możliwości usiąść nad czymkolwiek. Kilka pojedyńczych minut, gdy mam wolne ręce poświęcam na wstawienie prania, włączenie zmywarki czy podobne im drobne zajęcia domowe.

Dwa dni w tygodniu pracuję, w pozostałe – dzięki uprzejmości szefa – obowiązki wypełniam z domu. Do tego dochodzi drugi etat, jakim jest praca dla redakcji i pisanie artykułów. Zdarza się, że dwie noce z rzędu są zarwane, bo z czymś trudno mi się wyrobić. Ale zdarza się też, że zaciskam zęby i kończę coś przed wyznaczonym terminem. Bywa taki tydzień, że nie znajdę czasu ugotować sobie obiadu a są i takie momenty, że gotuję sobie na dwa dni. Nic nie jest stałe ani ściśle ustalone, każdy kolejny dzień to nowe wyzwania i możliwości, ale też i często nowe niedogodności.

Przydałaby się druga para rąk

Gorącą kawę piję tylko o świcie albo w nocy. Długa kąpiel? A co to jest? Szybki prysznic to już rutyna. Wyjście do kina? Owszem – na sofę w salonie, o trzeciej nad ranem, gdy męczy bezsenność. Godziny w galerii handlowej w poszukiwaniu sukienki albo butów? Dwa kliknięcia i za trzy dni kurier z paczką puka do drzwi. Bywają momenty, że trzymając na rękach Malutkiego, torebkę, siatkę z zakupami, stertę papierów, z wiszącą na ramieniu torbą od wózka, szukam po kieszeniach kluczy – myślę wtedy, że przydałaby mi się dodatkowa para rąk. Chociażby do otworzenia tych przeklętych drzwi.

Jestem szczęśliwą matką. Synek wynagradza mi w s z y s t k o. I wiem, że przyjdzie moment, gdy zapyta: Dlaczego nie mam Taty? Wiem też, że z każdym kolejnym rokiem będzie trudniej. Będzie więcej rozumiał, o więcej pytał, dociekał i domagał się prawdy. Nie myślę na razie o tym. Czy jestem szczęśliwą kobietą? Nie wiem. Kocham kogoś, kogo nie ma obok. Wierzę w kogoś, kto setki razy udowodnił, że na tę wiarę nie zasługuje. I chociaż brakuje mi czyjejś obecności obok, wsparcia, ciepłego słowa czy podania mi filiżanki herbaty – wiem, że bez tego też mogę być szczęśliwa. Bo jestem świetną mamą i syn kiedyś to doceni.

Dzisiaj sobie uświadomiłam, jak wiele rzeczy mi się na co dzień najzwyczajniej w świecie udaje. Godzę dwa etaty, wychowywanie synka, prowadzenie bloga. W mieszkaniu jest czysto, obowiązki zawodowe nie są zaniedbywane a Malutki zawsze ma Mamusię blisko. Potrzebowałam wielu miesięcy by dojść do wniosku, który powtarza mi od dawna wiele osób: powinnam być z siebie dumna. Dokonuję rzeczy niemożliwych, trudnych, czasami wyczerpujących. Taka ze mnie super-wytrzymała-mama. Prawda?

* * *

W ciągu zaledwie dwóch dni nawiązałam współpracę z pięcioma świetnymi firmami. Efekty będą widoczne już we wrześniu. Pierwsze artykuły mojego pióra już się ukazały. Spełniam się w czymś, co jeszcze rok temu wydawałoby się czymś niemożliwym, nierealnym, absurdalnie irracjonalnym i odległym. A ja teraz to robię. Bądź ze mnie dumny, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz. Jestem Mamą i Tatą w jednej osobie a w tym wszystkim realizuję się też jako kobieta.

  15 comments for “jestem Supermamą i wiesz co…? całkiem mi z tym dobrze!

  1. ~Asiaa R.
    12 września 2015 o 21:42

    Niesamowite! :* gratulacje! <3

  2. ~Damian
    4 września 2015 o 17:47

    W ciągu zaledwie dwóch dni nawiązałam współpracę z pięcioma świetnymi firmami. Efekty będą widoczne już we wrześniu. Pierwsze artykuły mojego pióra już się ukazały. Spełniam się w czymś, co jeszcze rok temu wydawałoby się czymś niemożliwym, nierealnym, absurdalnie irracjonalnym i odległym. A ja teraz to robię. Bądź ze mnie dumny, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz. Jestem Mamą i Tatą w jednej osobie a w tym wszystkim realizuję się też jako kobieta. – długo musieliśmy na podobne stwierdzenie czekać, brawo!

  3. ~wyjdzizamknijdrzwi
    30 sierpnia 2015 o 22:12

    Poznałam wspaniałych ludzi, schwyciłam szanse, jakich wcześniej bym nie dostała i znalazłam siłę, której potrzebowałam. Do tego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zyskałam dodatkowy etat, bo blogowanie to przecież też praca. Czasami żmudna. Ale warta tego wysiłku. ->-> ojjj warta! bo dzięki temu mamy Ciebie!

  4. ~werczi
    29 sierpnia 2015 o 14:08

    I tak właśnie trzymaj!!!

  5. ~bulibuba
    29 sierpnia 2015 o 00:53

    Długo kazałaś czekać na takie wpis ;)
    Oby ten entuzjazm i wniosku już zagościły na stałe!

  6. ~karamba
    28 sierpnia 2015 o 20:46

    My, kobiety potrafimy być silne. Potrafimy przetrwać ból, łykać łzy, by nikt ich nie widział, dźwigać ciężary- fizycznie i psychicznie. Tak wielką mamy w sobie siłę do wszystkich tych rzeczy, a faceci mimo to zawsze potrafią sprawić, żebyśmy poczuły się takie malutkie. Nawet jeśli kobieta jest piękna, inteligentna, spełniona zawodowo, jeśli pojawi się „taki” facet może czuć się przy nim jak totalne dno. Jedyne z czym nie potrafimy walczyć to potrzeba aprobaty w oczach mężczyzny. Ciągłe przekonanie o tym, ze bez faceta u boku jesteśmy mniej warte. Za to odpowiedzialna jest zapewne presja społeczeństwa. Ja właśnie dziś zdałam sobie sprawę, że radzę sobie świetnie bez faceta u boku. Do tej pory myślałam, że to niemożliwe. Choć chciałam usiąść w łazience i płakać, przełamałam się, a teraz siedzę tak po prostu i myślę sobie, że jestem szczęśliwa! I Tobie tego zyczę

    • 28 sierpnia 2015 o 23:17

      O karamba!:) To niesprawiedliwe co piszesz:/ Ród męski to czasami chamy i świnie, ale kobiety również mają podobne skłonności do myślenia tylko o sobie. Zbytnie uogólnienia krzywdzą, a i Ty sama niepotrzebnie będziesz trzymała zbyt duży dystans do brzydszej części świata:) A nuż widelec ucieknie ci przez to jakiś lepszy model:)

  7. ~Maja Lewadowska
    28 sierpnia 2015 o 20:02

    Pięknie! Oby tak dalej! :)

  8. ~devikapek
    28 sierpnia 2015 o 16:17

    Bądź ze mnie dumny, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz. Jestem Mamą i Tatą w jednej osobie a w tym wszystkim realizuję się też jako kobieta. – brawo za te zdanie!!!!!

  9. 28 sierpnia 2015 o 13:49

    Optymizm bije z Twoich słów Mamo Malutkiego i dobrze. Naprawdę jesteś Supermamą i masz powód do dumy z siebie.
    Łączysz bycie mamą, tatą, kobietą…Masz dwie prace, posprzątany dom i piszesz wspaniałego bloga.
    Ja czasem narzekam na swoją sytuację – mam męża (ale cały dzień w pracy, a wieczór przed komputerem) i trójkę dzieci, z którym najmniejsze ma roczek. Mieszkamy z dala od rodziny (ponad tysiąc km), więc na co dzień radzimy sobie sami.
    I ja czasem mam wrażenie, że nie ogarniam domu, dzieci, że jestem zmęczona…
    Dlatego tym bardziej podziwiam Ciebie i Twoją postawę.
    I tym mocniej życzę Ci szczęścia i wsparcia…
    I czytając Twoje posty pomyślałam sobie to, co Kamil.
    Nie znam całej Waszej historii i sytuacji, ale dopóki nie zamkniesz rozdziału „On” i nie otworzysz się na nowy związek.
    A może szkoda? Przepraszam, że się tak wtrąciłam. Absolutnie nie zrozum mnie źle, bo życzę Ci jak najlepiej. Pozdrawiam.

    • ~mamaFranka
      2 września 2015 o 18:05

      Racja. DOpóki ten rozdział nie jest zamknięty nic nie pójdzie do przodu. Facet musi się w końcu określić. Postaw wszystko na jedną kartę, zrób ostatni duży ruch, daj jemu decyzję do podjęcia i niech to ruszy albo w jedną albo w drugą stronę. Po prostu.

  10. 27 sierpnia 2015 o 23:25

    Cześć!
    Tak naprawdę nie mam pojęcia kim jesteś, zupełnie Cię nie znam. Od niedawna czytam co piszesz, a do archiwum zapewne zajrzę jak czas pozwoli. Na początek jak pozwolisz napiszę coś miłego. Matki takie jak Ty (zresztą moja własna i osobista również) zasługują na wielką pochwałę. Nie wiem jak to robicie. Ja bez mojej żony bym umarł w butach i na stojąco. W matkach jest wielka siła, której ja nie zrozumiem, ale bardzo się cieszę, że takową supermocą dysponujecie. Dla mnie jest wielką abstrakcją pogodzenie zajęcia się małym dzieckiem z obowiązkami domowymi + praca zawodowa + trochę czasu dla siebie. Nawet Batman czy Spiderman by wymiękł. Czapki z głów dla mądrych samotnych rodziców.

    Ale w tej beczce miodu musi być łyżka dziegciu. Jak już wspomniałem nie znamy się. Jednak jeżeli dobrze wnioskuje kochasz ojca swojego syna, którego przy was nie ma?

    Poważnie kochasz człowieka, który porzucił dziecko? Rozumiem rozstanie z kobietą, ale nigdy nie zrozumiem zostawienia dziecka. Nooo, chyba że ma jakąś wielce zaraźliwą chorobę? Ale skurwysyństwo, chory egoizm i głupota nie są raczej zaraźliwe.. Jeżeli myślisz o ułożeniu sobie życia to odłóż ten temat na wysoką półkę i pozwól obrosnąć kurzem. Człowiek zazwyczaj się nie zmienia. Moja matka 7 lat czekała i co? 7 lat samotności.. prawie jak u Marqueza:) Zapomnij. Zrób to dla syna, a przede wszystkim dla siebie. Niech los weźmie sprawy w swoje ręce, ale najpierw musisz otworzyć mu drzwi;) (szkoda okno wybijać) Mężczyzna przyda się w życiu twojego dziecka. Nie jesteś w stanie wszystkiego nauczyć go sama. Wiem co mówię:) Przepraszam, że się wtrącam, ale skoro oficjalnie piszesz o swoim smutku to ja oficjalnie wyrażam swoje zdanie:) Może mnie nie posłuchasz, ale przynajmniej dam ci trochę do myślenia i o pół stopy pójdziesz w dobrym kierunku. Ewentualnie istnieje opcja, że nie zrozumiałem to wtedy zaliczam lekką wtopę..:/

    Jeszcze raz gratulacje jeśli chodzi o postawę:)

  11. ~IGOR
    27 sierpnia 2015 o 22:37

    Aż muszę skomentować!
    TRzymaj ten pozytywny wydźwięk! A ON niech patrzy, podziwia, żałuje!

    „Bądź ze mnie dumny, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz. Jestem Mamą i Tatą w jednej osobie a w tym wszystkim realizuję się też jako kobieta.” – i tak ma być!!!!!!!!

  12. 27 sierpnia 2015 o 21:04

    Poproszę więcej takich pozytywnych tekstów! :) Wszystko co tu napisane to absolutna prawda, cieszę się, że sobie to uświadomiłaś! I niech wstydzą się te wszystkie narzekające naokoło matki, których jest pełno, zdecydowanie za dużo w internetach, choć ich sytuacja nie jest nawet w połowie tak trudna jak Twoja.

  13. ~Utynka
    27 sierpnia 2015 o 20:49

    Brawo Mamo :) Naprawdę zasługujesz na to czuć się dumną :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook