jesień pachnie po prostu wspomnieniami

Nieważne, jak silni bylibyśmy na co dzień – chwile słabości czają się tuż za rogiem, by dopaść nas w momentach największej właśnie na pozór siły. Nieważne, jak bardzo przekonująco będziemy tłumaczyć sobie i całemu światu, że nas już to nie dotyczy – tęsknota najdzie nas niepostrzeżenie. Nieważne, jak bardzo będziemy chcieli przestać – kochamy. To tylko dowody na to, że jesteśmy ludźmi. Czujemy, tęsknimy, wierzymy. Czasami zbyt naiwnie, zbyt długo albo zbyt pochopnie ale przecież wszystko ma jakiś głębszy sens. Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny. Podobno. Za wszelką cenę staramy się w to jednak wierzyć. 

* * *

Jesień pachnie mi wspomnieniami. Wychodzę wieczorami na balkon, zaciągam się tym wilgotnym, chłodnym powietrzem. Nie muszę nawet zamykać oczu, obrazy same pojawiają się w mojej głowie. Przypomina mi się zdjęcie, które ostatnie gdzieś widziałam, szukając właściwych do fotoksiążki. Cytadela. Popołudnie. Mam na sobie czerwoną sukienkę, czarny płaszcz i czarne botki na szpilce. Moje przekleństwo tego dnia. Pamiętam to. On ma czarną kurtkę, dżinsy, swoje ulubione wówczas buty. Włosy rozwiewa mi wiatr. On oczywiście nie wiedział, że zanim się spotkaliśmy, szarpałam je szczotką w biurowej łazience, by jakoś wyglądały. Nie wiedział też, że było mi zimno i niewygodnie. Chodziliśmy tak wiele godzin. Chwycił mnie za rękę. Powoli dotarliśmy w końcu do mnie, przemierzając ileś ulic. Mojego współlokatora nie było, swobodnie więc rozmawialiśmy, papieros na balkonie, kawa w kuchni. I ten zapach jesieni. Mglisty, wilgotny, zimny.

Całą jesień spacerowaliśmy co wieczór niekończącymi się uliczkami. Czasami spotykaliśmy się w Kiekrzu, szliśmy nad jezioro. Zmarznięci wędrowaliśmy wiele razy do mnie, robiłam kawę, zapalaliśmy świece, oglądaliśmy cokolwiek. Ale ten chłód jesieni, Jego ciepłe dłonie, zapach papierosów przemieszany z płynem do kąpieli – często do mnie ostatnio wracają. Taka zwyczajna, ludzka tęsknota. Gdy poczuję krople deszczu – przed oczami staje mi moment, gdy w ulewie staliśmy w gigantycznym korku, próbując dojechać do celu. Gdy zapach jesieni we mnie uderza, kiedy otwieram okno – przypominają mi się te noce na balkonie. Wspomnień są setki. I zawsze to samo pytanie – dlaczego tak trudno o nich zapomnieć?

* * *

Malutki skończy dopiero rok, nie będzie pamiętał nic z ostatnich miesięcy, cały ten trudny czas pozostanie wspomnieniem tylko dla mnie, On tych wspomnień nie doświadczy. Nie jestem naiwna ani zwyczajnie głupia. Bo już jakiś czas temu przestałam wierzyć, że jesteśmy ważni dla Tego Mężczyzny na tyle aby – tak po prostu – przed nami stanął. Chociaż tyle. Nie wierzę w to, że z dnia na dzień mógłby zrobić cokolwiek by wynagrodzić nam te wszystkie miesiące. Przestałam wierzyć w to, że kiedykolwiek włożę Jemu obrączkę na palec. Przestałam wierzyć w bardzo wiele rzeczy.

Ale wciąż nie przestałam Go kochać. Brzmi banalnie. Być może nawet głupio. I chociaż na co dzień żyję tak, jakby On nie istniał – staram się nie myśleć, nie wspominać, nie rozgrzebywać starych ran – wspomnienia i tęsknota dopadają w chwilach, gdy nie mam na nie sił. Bo budzą się we mnie odruchy, które przez wiele miesięcy były już uśpione. Bo słyszę w telewizji, że utonął żeglarz i serce szybciej mi bije w obawie, że mógł to być On. Bo widzę fotorelację z manifestacji, w której On mógł brać udział i przeglądam zdjęcia, podświadomie wyszukując Jego twarzy. Bo na inauguracji czyjejś kampanii wyborczej widzę Jego babcię i uruchamia się przelotna nadzieja, że może On jej towarzyszy. Bo gdzieś na ulicy widzę ich samochód i zastanawiam się, czy to nie On właśnie go prowadzi. Bo podświetla mi się ekran telefonu i zamieram, wierząc, że to w końcu On. Odruchy, które po prostu się pojawiają. Trwają kilka sekund i znikają.

* * *

Ale to przecież nigdy nie jest On. On nigdy nie pisze. To czasami reklama. Innym razem powiadomienie o fakturze za abonament. SMS z banku albo od kogoś ze znajomych. Nigdy On. Nigdy nie pada pytanie: co u naszego Malutkiego? Próbowałam z całych sił ale nie umiem wytłumaczyć tego, jak można tak bardzo ignorować własnego synka. Po prostu nie umiem. Potrafię usprawiedliwić w jakiś sposób każde Jego działanie – jesteśmy tylko ludźmi. Ale tego jednego nie udaje mi się wciąż. Wybaczyłam Jemu wszystko. Każdy gest przeciwko mnie w odruchu obrony. Każde słowo obelgi. Każdą łzę. Każdą nieprzespaną z Jego powodu noc. Wszystko. Nie umiem tylko wybaczyć krzywdy, jaką wyrządza naszemu synkowi. Naszemu Malutkiemu.

Zdrowy rozsądek podpowiada: zapomnij! I tego się trzymałam. Chwytałam się wszystkich momentów pełnych siły a pojawiające się słabości puszczałam w niepamięć. I wszystko byłoby w porządku, pewnie nauczyłabym się z tym żyć. Gdyby nie wiadomość, która jednak się pojawiła: Ty i Malutki nie jesteście nam obojętni, uwierz. I wszystko szlag trafił. Bo w jednym ułamku sekundy nadzieja eksplodowała z taką siłą, że trudno to opisać. Myśli galopowały, serce waliło jak młotem, dłonie zadrżały. Dopiero po chwili głos zabrał zbawienny zdrowy rozsądek. Chciałabym wierzyć, że moja intuicja się nie myli. Ale jak mam w cokolwiek wierzyć, skoro od miesięcy próbowałam właśnie przestać?

* * *

Jesień zawsze będzie pachnieć dla mnie wspomnieniami. Wilgoć, chłód i powracające obrazy z przeszłości. Dziesiątki kilometrów przemaszerowanych podczas wspólnych spacerów. Setki wypalonych przez Niego papierosów. Topiące się świece z Ikei nad ranem, po tym, jak paliły się całą noc, bo zasnęliśmy przy jakimś filmie. Nikt nie zabierze nam wspomnień. Nikt nie ma prawa za nie karać. Wspominam tylko dobre momenty, złe już dawno wybaczyłam. To wszystko, co mi pozostało po człowieku, w którego wierzyłam z całego serca, wbrew wszystkim i wszystkiemu. Po człowieku, który dał mi najpiękniejsze, co mógł – Malutkiego. Po człowieku, który musiałby chociaż na kilka sekund widzieć wszystko moimi oczami aby zobaczyć, że do pewnego momentu był dokładnie całym moim światem.

Któregoś dnia jesienne powietrze, pewne dźwięki czy zapachy przestaną budzić wspomnienia, bo tamte zostaną zastąpione nowymi. Nie wiem, jakimi. Nie wiem też, z kim. Nie wiem zbyt wiele. Wiem tylko tyle, że będąc ludźmi, zdolnymi do uczuć i przede wszystkim miłości – nie jesteśmy źli czy głupi, mając wspomnienia. Ich intensywność pokazuje nam tylko, jak bardzo to przeżywamy. Im bardziej przeżywamy – tym większa była lub jest ta właśnie miłość. Proste i bolesne zarazem. Przyjdzie dzień, że i ja zapomnę o Nim tak, jak On zapomniał o nas. Przyjdzie moment, że podpowiedzi zdrowego rozsądku zawładną również uczuciami i problem po prostu zniknie. Banalnie proste. Pozostaje tylko na ten moment cierpliwie czekać.

  10 comments for “jesień pachnie po prostu wspomnieniami

  1. ~Buci
    7 lutego 2016 o 12:58

    Może Ci to pomoże ale on na pewno też boryka się ze wspomnieniami… Ale duma, męska duma pewnie w tym przypadku odgrywa dużą rolę. Niestety.

  2. ~Piotr
    24 października 2015 o 18:20

    Ale TY go kochasz, kobieto!!! Aż ciepło się robi, czytając i czując takie emocje!

  3. ~Daria
    12 października 2015 o 22:58

    Przeżywam ten wpis bardzo osobiście…jest mi tak okrutnie bliski… Jesień,która też pachnie Nim…setki, tysiące wspomnień, mój Malutki i ja…sama, bez Niego. Mimo tylu ran, krzywd wciąż kocham i wspominam z goryczą tylko to co dobre.

  4. ~czeslawa63
    9 października 2015 o 11:21

    „Ty i Malutki nie jesteście nam obojętni, uwierz.” – kto wypowiedział te słowa? Mówiąc w liczbie mnogiej, pewnie rodzina tego mężczyzny? Czy wiązały się z tym jakiekolwiek przeprosiny? Być może ta rodzina w końcu się zreflektowała, że postępują nad wyraz podle? Może dopiero spojrzeli sami na swoje zachowanie? A może po prostu ktoś im w brutalny sposób im to w końcu powiedział. Może te ich zadufanie w sobie i zapatrzenie w syneczka w końcu mija? Bo są złymi ludźmi i pora by sami to zauważyli. Oby to był ten moment. Powodzenia!

    • ~Damian
      9 października 2015 o 23:41

      Oby!

  5. ~Justyna
    8 października 2015 o 17:13

    Znalazłam Twój blog przypadkiem. Ale nie mogłam się oderwać od dwóch dni kazda moja wolna chwile spędzałam czytając. Tez zostalam sama z synem bo mój maz odszedl do innej kobiety. Czytam twoje wpisy i wiele tu slow i przemyslen które tak bardzo pasuja do mnie. Trzymam kciuki za Ciebie.

  6. Iza-Pogorzelska.blog.pl
    5 października 2015 o 21:00

    Wspomnienia. Pojawiają się i już. Są z nami, czy tego chcemy czy nie. Musimy się nauczyć z nimi żyć.
    Każdy z nas ma wspomnienia i albo je pielęgnuje i co rusz do nich powraca,albo traktuje je obcesowo. Na pewno nie mogą nam
    przysłaniać codzienności.

    Pozdrawiam

  7. ~Martyna
    5 października 2015 o 19:51

    Przepięknie piszesz o swoich uczuciach. Zostanę tu na dłużej. I trzymam kciuki za Wasze szczęście, zasługujecie na nie z Malutkim, na wszystko, co najlepsze.

  8. ~Martula
    5 października 2015 o 16:00

    Nie mogę zrozumieć, jak on z tym żyje. Gdy patrzę jak mój mąż czule wita się z Synkiem, jak go tuli i całuje po prostu nie mogę zrozumieć, że ktoś dobrowolnie z tego rezygnuje. Rezygnuje z uśmiechów, obserwacji nowo nauczonych rzeczy i możliwości utulenia z płaczu. Mieć zdrowe dziecko, które psoci, rozwija się i dużo się śmieje to największy skarb. Nie umiem Cię Tatusiu zrozumieć: co/kto Tobą kieruje? Co jest ważniejsze? ?

  9. ~Ewelina
    5 października 2015 o 10:09

    Czytając Twój wpis przeżyłam chwile smutku jak i szczęścia. To co piszesz płynie prosto z Twojego serca i podziwiam to jak piszesz bo to jest piękne ! Widzę też to ,że takie pisanie naprawdę Ci pomaga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook