i kto to mówi?

Weekend minął nam pod znakiem skrajności. Malutki albo zanosił się śmiechem z byle powodu albo bez końca marudził i godzinami nosiłam go na rękach.  Zrozumiałam też, że Tatuś nie przyjedzie, nie zapuka do drzwi, nie zobaczy nas. Obudziłam się z myślą, że to nie ten dzień i ten dzień być może nigdy tak naprawdę nie nastąpi. Gdyby był nie tylko biologicznym ojcem, ale chciał też być tatą- nie czekałby tyle czasu. Koniec refleksji. Przechodzimy do codzienności.

Koło południa wyemitowali na jakimś kanale kultowy już chyba film I kto to mówi?Siedziałam na kanapie, piłam – jak zwykle- zimną kawę, Malutki drzemał w leżaczku a na ekranie niemowlę obserwowało otaczający je świat i w myślach dokonywało zabawnych komentarzy. Bohaterka to samotna matka, ojciec dziecka to gnojek mający swoją rodzinę, nie przewidział, że skok w bok może skutkować ciążą kochanki. Oczywiście obiecywał jej porzucenie rodziny i szczęśliwe, wspólne życie. Na obietnicach jednak się skończyło. Na jej drodze pojawił się w dniu porodu taksówkarz-krętacz, który z ułatwiania sobie wszystkiego uczynił sposób na życie.

W pewnym rozczulającym momencie przez myśl dziecka patrzącego na owego życiowego nieudacznika przechodzi stwierdzenie: Zostań moim tatą. Kobieta cały czas zastanawia się, czy to odpowiedni materiał na ojca. I tu nasunęła mi się pewna myśl a raczej pytanie- co oznacza pojęcie odpowiedniego materiału na ojca? Bohater był przy niej, pokochał dziecko, pokochał ją. Sielanka. Tylko pozazdrościć. Pozwolę sobie zacytować też słowa najbliższej mi w tej chwili osoby, która na pytanie kim powinien być ojciec?– odpowiedziała mi: Mama dla dziecka jest opiekunką, piastunką, strażniczką domowego ogniska. A kim dla tego małego cudu powinien być ojciec? Bogiem. Wzorem do naśladowań. Idealnym przykładem. Być przede wszystkim tatą. Podziwiać każdy krok swojego dziecka i motywować do kolejnego. Wyczekiwać na upragnione pierwsze słowo i po cichu zaklinać, żeby było to: tata. Czuwać w nocy przy łóżeczku, żeby mama mogła w końcu odpocząć. Zabrać pierwszy raz na rower i gdy dziecko upadnie, podnieść je i powiedzieć, że nie może się teraz poddać. Odprowadzić na pierwsze szkolne zajęcia i z trudem powstrzymywać łzy wzruszenia – bo mężczyznom nie wypada. Podglądać przez okno, gdy po córkę przyjdzie jej pierwszy chłopak i ukradkiem ostrzec go, ze nie ręczy za siebie jak skrzywdzi jego księżniczkę. Posadzić swojego syna za kółkiem i wytłumaczyć, do czego jest ten trzeci pedał. Odprowadzić swoją ukochaną córeczkę do ołtarza nie kryjąc łez – w tej sytuacji nawet mężczyznom płakać wolno. Wytłumaczyć swojemu dorosłemu już synowi, że zaraz zostanie tatą, a to maleństwo, które rośnie w brzuchu jego ukochanej, to największy cud i najlepsze, z jego życiowych osiągnięć. Po prostu być wsparciem i pomocną dłonią, która pokaże jak żyć. Od początku dni tego malucha do ostatniego dnia swojego życia.

Czytałam i płakałam. Później przeczytałam drugi raz. I trzeci. I dwudziesty. W końcu znałam te słowa na pamięć. Nagle uświadomiłam sobie coś, co rozum podpowiadał od dawna: Tatuś to tylko ojciec biologiczny. Nikt więcej. Dotarło do mnie, że nawet jeśli stanie w naszych drzwiach – trudno będzie mi zapomnieć te wszystkie podłe słowa, jakie padły z Jego ust. Malutki nie będzie tego wszystkiego pamiętał, być może Tatuś wynagrodziłby nam stracony czas. Ale to tylko teorie. I to na dodatek takie, które nijak mają się do rzeczywistości.

  14 comments for “i kto to mówi?

  1. ~Rafał
    11 lutego 2015 o 16:27

    Ten blog powinien trafić do jak największej liczby osób. Chwyta za serce. A przede wszystkim powinien trafić do opisywanego Tatusia. Trzymam za Was mocno kciuki. Czasem naprawdę trzeba na chwilę się rozstać by móc do siebie wrócić i poznać się na nowo… Głowa do góry!

  2. ~oleńka
    11 lutego 2015 o 12:20

    Nie wejdę już chyba na Twojego bloga nigdy więcej bez chusteczek i czegoś słodkiego. To tak rozdzierające serce… Żaden wyciskacz łez nigdy na mnie tak nie działała jak Twoje teksty…

  3. ~Joanna
    11 lutego 2015 o 10:55

    Nie myślałam, że jeden mój tekst, może przemyślenia mogą wywołać tyle emocji. Myślałam tylko o tym, jakim, siedzący obok mnie ukochany, będzie kiedyś ojcem. Malutki Twój też w końcu będzie miał tatę – tego prawdziwego, kochającego, który pokarze mu, jak żyć. Obiecałam Ci to już dawno, pamiętasz?

  4. ~konradd
    11 lutego 2015 o 00:54

    Odniesiesz wielki sukces. I życiowy i blogerski. Wszystkiego dobrego!

  5. ~tomasz
    11 lutego 2015 o 00:43

    Wchodzę na Facebooka a tu nowy wpis. Robisz postępy. Nawet jeśli sama tego nie widzisz!

  6. ~gosc
    11 lutego 2015 o 00:13

    Film rzeczywiscie jest chyba klasyka gatunku, kto go nie zna? ATy autorko zatrudnij opiekunke do dziecka i usiadz nad pisaniem ksiazki ;) z calego serca zycze Ci bestselleru. POWODZENIA!!!

  7. ~mamaFranka
    11 lutego 2015 o 00:09

    pieknie, poplakalam sie… ;[

  8. ~becky
    10 lutego 2015 o 22:58

    Dobrze, że zlajkowałam stronę na Facebooku i od razu widzę, kiedy pojawia się nowy wpis. Pięknie ujęte. Film rzeczywiście dobry, chociaż musiało Ci się go ciężko oglądać zwłaszcza w niedzielę, która dotąd była dla Was czasem natężonego oczekiwania.

  9. ~Piotr
    10 lutego 2015 o 22:54

    Przyzwyczaiłem się do czytania Ciebie, odświeżałem Twoją stronę od wczoraj, w końcu doczekałem się nowego tekstu. Rozczulające. Gdybym Cię poznał, wydaje mi się że mógłbym Cię pokochać. Wydajesz się być subtelna i dobra, chociaż pokaleczona przez parszywy los.

    • 29 marca 2015 o 17:42

      Z czasem chciałabym dojść do etapu pisania codziennie, jednak ciążące nade mną widmo wielkiego projektu i innych nie cierpiących zwłoki spraw na ten moment to uniemożliwiają…

  10. 10 lutego 2015 o 22:53

    Tak bardzo lubię Twojego bloga! I z każdym postem coraz bardziej, głównie dlatego, że z każdym wpisem jesteś mądrzejsza i silniejsza! Ten film uwielbiam, dla mnie to świetna komedia, jednak domyślam się, że dla Ciebie może niekoniecznie. Szczęścia życzę- bo na nie zasługujecie!

  11. ~Anastazja
    10 lutego 2015 o 22:34

    Cholernie niesprawiedliwe. Czyta się z ciężkim sercem. Z jeszcze cięższym próbuje sobie wyobrazić Twój ból.

  12. ~LENA
    10 lutego 2015 o 20:33

    PŁACZĘ! Nie wzruszył mnie nigdy Titanic ani inne romansidła, ale Twój blog powoduje choć kilka łez za każdym razem! Chciałabym móc poznać tego- pożal się Boże – Tatusia i mu nakopać do tyłka! Kto zostawia taką kobietę?! Mogłabyś zdradzić, zamordować kogoś, zrobić cokolwiek złego a mimo to jesteś matką Jego dziecka i razem z tym dzieckiem wiernie czekasz! Każda inna rzuciłaby się w ramiona pierwszego lepszego byleby ułatwić sobie życie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook