filmy idealne na wieczór (nie tylko we dwoje!)

Zbliżają się Walentynki. Trudno nie zauważyć. Lizaczki, czekoladki, cukiereczki. Wszystko w kształcie serduszek. Zanim wpadniemy w szał lukrowania tego dnia serduszkowymi gadżetami, warto zastanowić się – o co w nim tak naprawdę chodzi? Pomijamy oczywistość, jaką jest zysk dla sprzedających, oczywiście. Bo czy nie łatwiej, przyjemniej, spokojniej byłoby usiąść z tą bliską osobą, wspólnie wypić ciepłą kawę, obejrzeć dobry film? Nacieszyć się sobą bez pośpiechu?

Pewnie pominęłabym ten dzień, traktując jak każdy inny. Ale ale… To doskonała okazja by zrobić coś dla siebie! Obejrzę więc sobie jakiś film przy czymś pysznym. Pod kocem. Bez komputera. Bez pośpiechu. Pewne rzeczy nie ulegają zmianom i nadal, gdy tylko wieczorem zasiadam do pracy, w tle włączam jakiś film. Niekiedy leci coś w telewizji, niekiedy wybieram inny, mniej lub bardziej znany tytuł. Od mojego rankingu absolutnie ulubionych filmów ( top 10 filmów na wieczór ) minęło już trochę czasu i sporo się w nim zadziało. Trudno mi zastępować wcześniejsze wybory nowymi bo uważam, że każdy z nich w jakimś stopniu nie ma sobie równych – zamiast wprowadzać więc rewolucję we wcześniejszym, stworzyłam nowy. Tak więc przedstawiam Wam pięć filmów idealnych na wieczór, nie tylko we dwoje:

Oświadczyny po irlandzku

Irlandia jest piękna już sama w sobie – każdy chyba przyzna rację. Na myśl o czarującej zieleni, rześkim powietrzu, stadach owiec czy malowniczych drogach – można się rozczulić. Poirytowana ociąganiem się swojego partnera w podarowaniu jej – wymarzonego zresztą – pierścionka zaręczynowego Amerykanka Anna, postanawia wyruszyć za nim, gdy ten wyjeżdża służbowo do Irlandii. Dlaczego akurat w taką podróż i dlaczego akurat 29 lutego postanawia o tym? Dowiaduje się o pewnym irlandzkim zwyczaju – kobieta właśnie 29 lutego może poprosić mężczyznę o rękę a wówczas wybranek n i e m o ż e odmówić. Wiedziona niezwykle silną potrzebą zdobycia tego pierścionka, bez zastanowienia pakuje swojego Louis Vuitton i pędzi na samolot.

Na miejscu zderza się z rzeczywistością brutalnie odmienną od tej, którą zna ze swojego życia. I w tym momencie, oglądając pierwszy raz tenże film – już potrafiłam przewidzieć, jak się skończy. Nie zmienia to jednak faktu, że nasza Anna w tej urokliwej Irlandii spotyka cynicznego, niekiedy aroganckiego przedstawiciela lokalnej społeczności, które dla Amerykanki z krwi i kości jest zwyczajnie niezrozumiałe. Declan – bo tak ma na imię – chcąc wyswobodzić się z problemów finansowych, deklaruje że za dość okazałą kwotę, zawiezie ją do Dublina. Szereg niecodziennych splotów zdarzeń później docierają do Dublina. Anna jednak nie jest już wówczas tak samo pewna swoich chęci co do zaręczyn, jak była przed podróżą. Niespodziewanie partner jej się oświadcza. Na oczach Declana. Pytanie brzmi: jak wygląda happy end tego filmu…? Naprawdę warto dowiedzieć się osobiście. Film lekki, czasami zabawny, czasami do przemyślenia. Idealny na spokojny wieczór.

Joy

Widziałam zwiastun tego filmu w telewizji. Od razu mnie zaintrygował. Może obsada? A może fakt, że historia tyczy się samotnej matki? A może coś zupełnie innego, czego nie potrafię wskazać? Jennifer Lawrence oraz Bradley Cooper urzekli mnie w swoim duecie w filmie Serena ( polecam! ), tym chętniej więc obejrzałam i to. Główna bohaterka to samotna matka. Użera się z infantylną matką, upierdliwym byłym mężem, ojcem przeskakującym z romansu w romans, wredną siostrą i szarą codziennością, w której musi zawalczyć o byt swojej maleńkiej, niepełnej rodziny.

Okazuje się, że od najmłodszych lat potrafi wymyślać różne rzeczy. Wynalazki. Coś, czego wcześniej nie było. Ostatecznie zawsze pomysły trafiały do przysłowiowej szuflady a patenty na nie dostawał ktoś, kto prędzej czy później na podobny pomysł wpadał. Tym razem jednak pomysł nie trafi do szuflady. Zadłużyła się na kolejne próby, straciła nadzieję, przy okazji dom i ostatecznie wsparcie bliskich. Po ostatnim, najboleśniejszym upadku jednak wstała, otrzepała się i w spektakularny wręcz sposób odbiła od dna. Film wciąga, intryguje i… motywuje. Ciekawy sposób na wykrzyczenie nam: o marzenia warto walczyć. Nie o marzenia a o ich spełnienie!

Walentynki

Los Angeles. Walentynki. Założenie jest proste: różni ludzie oraz ich historie w ten jeden dzień w roku. Ktoś komuś się oświadcza, ktoś kogoś rzuca. Ktoś inny dowiaduje się o zdradzie, jeszcze ktoś inny zdradza. Są wielcy zwolennicy Walentynek, są też tacy którzy organizują anty-Walentynki. Dla każdego coś dobrego. Każdy w którejś z historyjek ma szansę zobaczyć po części siebie.

Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu wątek młodej kobiety, która leciała na kilka zaledwie godzin do domu by spędzić czas z kimś bliskim. Urzekł mnie gest bohatera, kiedy to odstąpił jej swój samochód by jak najszybciej dojechała do domu, nie tracąc ani minuty z cennego zapasu czasu. Walentynkowa bezinteresowność. Chociaż w Polsce jeszcze nie obchodzimy Dnia Zakochanych z takim rozmachem ani tak emocjonalnie jak w Los Angeles – warto poświęcić trochę czasu na ten film. To będzie bardzo przyjemnie spędzony czas. Bez wątpienia.

Love, Rosie

Tytułowa Rosie ma swojego przyjaciela od dzieciństwa – Alexa. Kiedy chłopak ma szansę wyjechać z rodzinnego Dublina do Ameryki na studia, w życiu obojga lawinowo następuje szereg zmian. Alex przez długi czas nie ma pojęcia, że pozostająca w Dublinie Rosie ma… dziecko. Dziecko, którego ojciec się wyrzekł i przepadł bez śladu na wieść o ojcostwie. Młoda samotna matka, mając wsparcie rodziny, boryka się z trudami wychowywania córeczki. Gdy tylko Alex dowiaduje się o tym fakcie – pojawia się na nowo w jej życiu, dając również ogrom wsparcia. Lata mijają, oboje miewają wzloty i upadki. Alex odhacza kolejne nieudane związki, Rosie kolejne urodziny swojej córki.

Gdy nagle w drzwiach Rosie pojawił się ojciec małej – pomyślałam, że będzie to film niosący nadzieję. Krzyczący, że ojcowie naprawdę wracają. Przypominają sobie o swoich rodzinach i wracają. Bohater starał się nadrobić stracony czas, dwoił się, troił, starał. Był ślub. Było szczęście. Było na chwilę. Bo jednak nie nadawał się na ojca i męża, nie podołał, nie wyszło. Z filmu możemy wyciągnąć jedną prawdę: ojcem może zostać każdy, tatą zostają wybrani. Wybrani własnymi chęciami, własnym zaangażowaniem, własną dojrzałością.

Praktykant

Emeryt Ben rozpoczyna staż w firmie zajmującej się sprzedażą mody damskiej… przez Internet. Na początku swojej drogi nie ma nawet bladego pojęcia, jak coś podobnego jest możliwe. Dla niego to graniczy z magią. Bardzo szybko jednak się uczy. Jeszcze szybciej udaje się jemu zjednać współpracowników, niemal trzykrotnie młodszych od niego, spośród których wyróżnia się garniturem i manierami właściwymi dżentelmenom starej daty. Mimo swojego pozornego sztywniactwa, staje się Dziadkiem dla swoich kolegów z sąsiednich biurek.

Film chwilami był komedią, chwilami melodramatem. Kilka łez się pojawiło, uśmiech również gościł. Warto wybaczać, warto walczyć, warto dawać sobie drugie i kolejne szanse – naprawdę warto. Ten film stał się dla mnie kolejnym z tych, do których wracam bardzo często. I będę wracać.

* * *

  4 comments for “filmy idealne na wieczór (nie tylko we dwoje!)

  1. ~50shadesofgrey
    24 lutego 2016 o 00:03

    „Love,Rosie” ubóstwiam!

  2. ~wyjdzizamknijdrzwi
    22 lutego 2016 o 11:22

    Joy był świetny. W kinie wbijal w fotel trochę.

  3. ~Mama Lusi
    21 lutego 2016 o 16:37

    Joy ♡♡♡

  4. 14 lutego 2016 o 19:52

    Hej dzięki za te propozycje i ciekawy artykuł walentynkowy, ja od siebie dodam w kwestii uzupełnienia, kilka innych, ciekawych propozycji które znalazłem tutaj – http://cda-online.pl/news/walentynkowy-wieczor-z-cda-online/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook