cienie i blaski pracy w domu

Niemalże codzienne słyszę głosy podziwu, nierzadko zazdrości. Jak Ty to robisz: praca, dziecko, dom, studia a Ty z tym wszystkim zupełnie sama? Jeszcze częściej słyszę: Takiej pracy to Ci zazdroszczę! Siedzisz sobie w domu i jeszcze za to Ci płacą! Wiele osób myśli o tym w bardzo ograniczony sposób. W ich mniemaniu poklikam sobie coś w komputerze a konto bankowe z tego tytułu się zapełnia. Nic nie jest jednak tak łatwe, jak na pozór wygląda. Dlaczego? Bo wszystko ma swoje wady, mniejsze lub większe.

Przyznaję – uwielbiam swoją pracę. Uwielbiam pisać. Słowa spełzają mi z palców na klawiaturę, na ekranie pojawiają się równiutkie rządki literek tworzących słowa, te z kolei tworzące zdania a zdania obszerne akapity. Nie zmieniłabym tak łatwo swojej pracy na inną. Są jednak momenty, kiedy chce mi się krzyczeć z besilności. Bo w pracy zdalnej – na dodatek na dwa etaty – wiele kwestii jest niezależnych ode mnie. Wystarczy jeden drobiazg, drobna komplikacja i cały plan sypie się jak domek z kart.

* * *

Idealnie jest, kiedy Malutki wieczorem zasypia a ja po szybkim prysznicu, włączeniu zmywarki i zrobieniu kawy – zasiadam do pracy. Zaczynam od tego, co niecierpiące zwłoki, idąc dalej ku tym mniej ponaglającym obowiązkom. Pracuję sobie tak kilka godzin, w tle leci jakiś film, ewentualnie zabieram komputer do łóżka i piszę, wygodnie ułożona na poduszkach. Jeszcze idealniej jest, gdy później doglądam Malutkiego i padam spać na kilka godzin. Obowiązki wykonane, bez szkody dla czasu spędzonego z synkiem a i snu odrobinka mi się przytrafia.

Nie zawsze jednak jest tak idealnie. Ostatnimi czasy Malutki budzi się w nocy dość często, niekiedy zdążę go zaledwie odłożyć, usiąść a już pędzę z powrotem. W ciągu dnia później praktycznie nie ma szans nadrobić zaległości – w biegu przysiadam na kilka minut do komputera, wklepię kilka zdań pomiędzy innymi obowiązkami. Ratują mnie drzemki. Co prawda zwykle ma miejsce tylko jedna w ciągu dnia – ale to już zawsze coś. Malutki śpi pół godziny, czasami trochę dłużej i staram się wykorzystać ten czas maksymalnie.

Czasami bywa też tak, że zawodzi sprzęt. Ostatnio straciłam część plików, innym razem komputer strasznie powoli działał, jeszcze innym złapaliśmy kilkudniową awarię Internetu. Nałożenie się tych komplikacji technicznych, do tego kilka nocy pełnych atrakcji ze strony Malutkiego spowodowały opóźnienia w realizacji moich obowiązków. Zrobiło się nieprzyjemnie. Do tego ogromne wyrzuty sumienia i ciągłe powtarzanie sobie, że przecież żadnej pracy stracić nie mogę. Na tych kilka dni pisanie straciło swój urok – presja czasu i stres wyrwały z niego przyjemność. Na szczęście kryzys mija a ja sukcesywnie odkopuję się z nagromadzonych zadań.

Czasami z kolei bywa po prostu tak, że jest tyle innych rzeczy do zrobienia – tych, które normalnie dzieli się na oboje rodziców. Ostatnio zmarnowałam cały wieczór próbując przesunąć kanapę tak, aby zrobić więcej miejsca w salonie i dochodzić powoli do momentu, gdy wygospodaruję sobie jakiś kąt do pracy. Póki co stanął uroczyście – tuż przy wspomnianej kanapie – mały stolik z Ikei, kupiony z drugiej ręki, na którym to w chwilach wieczornych obowiązków będę mogła sobie postawić filiżankę kawy, komputer a nawet trochę teczek pełnych papierów się zmieści! Po zmarnowaniu tamtego wieczoru na kilka podobnych przesuwaniu kanapy czynnościom, następnej nocy nadrabiałam zaległość w pisaniu.

Zdarzają się też gorsze dla mnie dni. Tak zwyczajnie gorsze. Bo wbrew pozorom – nie jestem robotem, który nie musi spać, jeść, zrelaksować się. Nie żyję samymi obowiązkami. Czasami przychodzi moment, że na pozór nie mam sił na ciężar obowiązków, jakie dźwigam każdego dnia za nas oboje. Czasami z nutą zazdrości słucham narzekań koleżanek. Mąż źle umył naczynia. Czyjś tam partner nieumiejętnie przewinął dziecko. Słucham o błahych powodach kłótni. I w głębi serca wiem, że takich kłótni o umycie podłogi właśnie bardzo potrzebuję. Filiżanki kawy w czyimś towarzystwie po nieprzespanej nocy. Śmiechu z drobiazgów. Czegokolwiek.

Tak jak jest – też jest dobrze. Dopóki sobie ze wszystkim radzę, Malutkiemu niczego nie brakuje a obowiązki z mniejszym lub większym powodzeniem udaje się dopinać na ostatni guzik. Przychodzą dni, kiedy wszystko jest na pozór trudniejsze. Ale to tylko pozorne słabości. Mam dla kogo przecież znajdować siłę!

  7 comments for “cienie i blaski pracy w domu

  1. ~Piotr
    24 października 2015 o 18:15

    Najważniejsze, że sobie radzisz! Wystarczy rozejrzeć się dookoła i popatrzeć ilu nieogarniętych ludzi jest… Nie potrafią znaleźć jakiejkolwiek pracy, nie wspominając już o determinacji czy ambicjach. Dzielisz dwie role rodziców, dwa etaty, jakieś studia i prowadzenie domu. Wielki, wielki szacun!

  2. ~Basia
    24 października 2015 o 01:15

    Mimo zmęczenia i trudności czuje się energię, z jaką piszesz o pracy. Jesteś wielka! I bardzo motywujesz :)

  3. ~brownie
    23 października 2015 o 23:25

    Przede wszystkim wielki szacun! Mimo trudu sytuacji czerpiesz z pracy satysfakcje a to nieczęsto się zdarza w przypadku pracy zdalnej. Na pewno dojdziesz do momentu, że rzucisz wszelką pracę i będziesz „z zawodu” blogerką. Bo jak nie Ty to kto? ;>

  4. ~czeslawa63
    22 października 2015 o 22:46

    Jesteś bardzo dzielna a co najważniejsze – piszesz wprost. Nie twierdzisz, że jest idealnie bo nie jest. Jasno stawiasz sprawę: nie jest łatwo, są problemy i te problemy jakoś pokonuję. Powodzenia dalej!

  5. ~Dominika
    16 października 2015 o 00:26

    Życzę Ci abyś mogła odpocząć. Zregenerować siły i mniej pracować. Tak po prostu abyś mogła zwolnić tempo !

  6. 14 października 2015 o 22:20

    Siedzisz w domu i jeszcze Ci za to płacą – no uśmiałam się ! ;) Ludzie chyba nie rozumieją, jakim trzeba być zorganizowanym człowiekiem i ile wysiłku włożyć w to, by w tym domu wygospodarować czas podczas którego możemy całkowicie skupić się na pracy. Ale nie zazna ten, kto nie doświadczył. Prawda?

  7. ~de.wu
    14 października 2015 o 21:20

    Oj tak… Takie klocenie się o drobiazgi nic nie wnosi a tacy ludzie nie zdają sobie sprawy jak wiele szczęścia mają, skoro mają z kim się po kłócić o cokolwiek…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook