5 umiejętności, które wnosi do życia macierzyństwo

Malutki niedługo skończy półtora roku. Serio?! Mój malutki, bezbronny noworodek? Ta mała fasolka, ciasno otulona w kocyk? No tak. To chyba prawda. Bo przecież otulić w kokonik z kocyka już się tak nie da. Maleńki też już nie jest. Kilkanaście kilogramów wagi, ubranka w rozmiarze 92/98 i niczym nieposkromiona energia. Biega, psoci i krzyczy. Mój mały chłopczyk. Nieco ponad dwa lata temu dowiedziałam się o Jego istnieniu i od tej pory wiele rzeczy po prostu się zmieniło. Taka jest kolej rzeczy – macierzyństwo niesie zmiany, hierarchia wartości też przechodzi rewolucję, wszystko ją przechodzi, z mniejszym lub większym rozmachem. Są jednak takie kwestie, takie zmiany i takie wartości, które rodzicielstwo nam DAJE. Pomaga dostrzec coś, co wcześniej było trudno zauważalne. Pomaga zmierzyć się ze słabościami, lękami, odkryć coś od nowa lub stanąć twarzą w twarz z czymś zupełnie nieznanym. Uczymy się na własnych błędach, niepewność przeradza się w doświadczenie a pytania w konkretne odpowiedzi.

* * *

Perfekcjonizm to pułapka. Któż nie przyzna racji, że perfekcjonizm to prawdziwe pole bitwy? Dążymy, walczymy, staramy się by pod pozorem książek ułożonych idealnie na półkach, poczuć namiastkę spełnienia. To pewnego rodzaju sposób na sprostanie bezwzględnym standardom. Wierzymy poniekąd, że każda kolejna bezbłędnie wykonana czynność przyniesie nam satysfkację. Niekończąca się historia tak naprawdę. Bo zawsze będzie COŚ, co można potraktować jako takie wyzwanie. Można tak bez końca, wierzcie lub nie. Znam to doskonale. Tłumaczyłam sobie, że moja praca wymaga perfekcjonizmu. Ale to nie była prawda. Ja go od siebie wymagałam. Po co? Nie wiem.

Gdybym – mając mojego małego bohatera tuż obok – próbowała teraz mieć perfekcyjny ład i porządek, nie robiłabym nic poza układaniem i sprzątaniem. Bez końca porządkowałabym półki, półaczki, szafki i sterty poduch na sofie. Spokojnie! Mam jeszcze na to wszystko czas! Malutki podrośnie, zacznie szanować porządek, rozumieć, gdzie jest miejsce poszczególnych przedmiotów i będę mogła pomyśleć o tym by nasze wnętrza wyglądały tak, jak bym chciała. Teraz liczy się to by chronić Go przed niebezpieczeństwem a co cenniejsze rzeczy przed zniszczeniem. Umiejętność pierwsza: wyluzowanie.

* * *

Życie to ulotne chwile. Ktoś o tym kiedyś nawet śpiewał. Nic bardziej trafnego. O tym nawet nie trzeba się szczególnie rozwodzić. Każdego dnia doświadczamy wiele momentów, które w codziennym pędzie mogą zostać niezauważone. Czy wcześniej zatrzymywałam się na ulicy by podnieść patyczek? Nie. Czy oglądałam dokładnie każdy mijany płot, każdy samochód, każde drzewo? Nie. Czy celebrowałam poranki, gdy udało się poleżeć w łóżku do ósmej? Nie. Czy spędzałam każdego dnia niezliczony czas przy garach by ugotować coś zdrowego? Absolutnie nie.

Teraz robię to wszystko bez przerwy. Każdy dzień to coś nowego. Malutki zaskakuje mnie codziennie. Uczę się cierpliwości razem z nim. Zbieramy listki w parku, sylabizujemy słowa zasłyszane w kreskówce. Jemy na zmianę z jednej miseczki by zachęcić Go do spałaszowania obiadu. Nigdy nie śmiałam się tyle co teraz. Kiedy przychodzi do mnie i po swojemu coś tłumaczy, bardzo przejęty. Kiedy wyciąga rączki i tuli mnie bardzo mocno. Kiedy udaje się Jemu trafić piłką do celu. Każdy moment ma ogromną wartość. Nikt nam ich nie odbierze, wspomnienia pozostaną na zawsze a wyciągnięta nauka zaowocuje w przyszłości. Umiejętność druga: cieszenie się chwilą.

* * *

Rodzina to najwyższa wartość - słowa powielane przez wielu, w różnym kontekście, na całym świecie, niezależnie od rasy, wyznania czy adresu. Najpierw ważna jest ta rodzina, w której dorastamy. Później na szczyt hierarchii wartości wskakuje ta, której początek dajemy. Kolejne pokolenie, nasza spuścizna. Powinna być najważniejsza, prawda?

O rodzinę należy dbać. Poświęcać uwagę, zapewniać byt, otaczać miłością, poczuciem bezpieczeństwa i troską. Nie pozwalać odczuć, że coś jest ważniejsze, nie lekceważyć potrzeb, wołania o pomoc czy prób zwrócenia uwagi. Za rodzinę jesteśmy o d p o w i e d z i a l n i. Wiem, że muszę zapewnić Malutkiemu wszystko to, czego potrzebuje. Ubranka same się nie kupią, lodówka sama się nie napełni, recepty same się nie wykupią. Zdaję sobie sprawę, ile wszystko kosztuje i umiem to przełożyć na pracę, którą muszę wykonać by niczego co miesiąc nie brakowało mojemu małemu bohaterowi. Oczywiste jest, że gdy w nocy płacze – wstaję do Niego. Oczywiste jest, że gdy idziemy na spacer – pilnuję by nie wtargnął na drogę. Oczywiste jest, że jego potrzeby muszą być zaspokajane. Umiejętność trzecia: odpowiedzialność za czyjeś życie.

* * *

Regularność zabija kreatywność. Te słowa to jeden z kilku cytatów zapisanych na wewnętrznej okładce mojego organizera. Każdy rodzic chyba przyzna, że przy dziecku dwie ręce i jedna głowa, nawet w wersji podwójnej – to czasami zbyt mało! Mój mały chłopczyk potrafi w ułamku sekundy zasiać spustoszenie tak wielkie, że można się conajmniej zdziwić. Nie wspominając już o niekończących się pomysłach na ukrywanie różnych rzeczy – pociąg rozczłonkowany na poszczególne wagoniki a one skrzętnie poupychane w moich butach, pod sofą, w kuchennych szafkach czy koszu wózka. Dziesiątki razy tłumaczenie, odkładanie, pokazywanie, znów tłumaczenie. A następnego dnia… wagoniki w butach. O kreatywności dzieci można pisać i pisać. To oczywista sprawa akurat.

Ogromną ilością pomysłów musimy wykazywać się również my – rodzice. Gdy Malutki marudzi – pomysł na pocieszenie i zabawianie pogania kolejny. Gdy Malutki nie chce zjeść obiadu – to samo, ale pomysły na nakarmienie. Gdy Malutki zaśnie w nietypowym miejscu czy też pozie, powstaje pytanie: jak Go odłożyć do łóżeczka by nie obudzić…? I tak dalej i dalej. Gdy w grę wchodzi tylko jeden rodzic w roli żywiciela rodziny – kreatywność przeradza się niekiedy w czynienie niemożliwego. Pogodzenie roli matki, ojca, żywiciela i wielu innych to nie lada wyzwanie. Czasami nie wiadomo już, z czego zrezygnować najpierw, czym zająć się jako pierwszym, jak zaniedbać możliwie najmniej. Ale to niemożliwe jest wykonalne. Umiejętność czwarta: bezgraniczna kreatywność.

* * *

Kiedyś ktoś mi tłumaczył, że odwagą nie jest brak strachu a umiejętność panowania nad nim. Gdyby tak każdy spisał na kartce swoje skrywane lęki – byłoby ich zapewne więcej niż możnaby się spodziewać. Najwięcej wymieniliby pewnie rodzice. I nieważne, czy dzieci małych, dużych czy całkiem malutkich. Nieustający strach o coś. Mniej lub bardziej świadomy. Nie bez powodu mówi się: małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot. Dokładnie tak jest! Najważniejsze to potrafić zapanować nad wszystkimi lękami. Być odważnym.

Obawiam się wielu rzeczy. Czy nie jest za cienko ubrany? Czy nie powinien jeść więcej? Albo częściej? A może rzadziej? Czy jest szczęśliwy? Co się z nim stanie, jeśli mnie zabraknie? Co się stanie, jeśli kiedyś przestaniemy sobie radzić? Jak będzie wyglądać Jego dorosłe życie? Czy będzie doceniał, jak bardzo się starałam? Tysiące pytań. Potrzebuję bardzo wiele odwagi by znajdować na nie odpowiedź i te odpowiedzi akceptować. Umiejętność piąta: odwaga.

* * *

Bycie rodzicem to mnóstwo wysiłku, wyrzeczeń, potu i łez. Ale też i niezliczone szanse, nowe umiejętności i pokonywanie swoich własnych lęków czy słabości. To od nas zależy, ile z tego wyciągniemy, jak wykorzystamy i do czego będziemy dążyć. To od nas zależy, w jak wielki sukces przekujemy rodzicielstwo. Powodzenia w poszukiwaniu swojej drogi!

  3 comments for “5 umiejętności, które wnosi do życia macierzyństwo

  1. ~Buci
    3 kwietnia 2016 o 11:39

    Dokładnie!

  2. ~Damian
    30 marca 2016 o 09:10

    Kreatywność akurat pokazuje chociażby ten blog -przekułaś Wasz dramat w swój mały sukces i trzymasz się go kurczowo. Trzymam kciuki cały czas!

    • ~becky
      1 kwietnia 2016 o 21:16

      Dokladnie,. Z tego dramatu powstalo cos swietnego i widocznie los tak chcial. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook