10 lekcji życia od Christiana Greya.

Obiecałam sobie, że więcej o Greyu już nie napiszę – ale tego typu obietnice są przecież w większości po to, by je łamać. Po ostatnim wpisie o pierwszym tomie, sięgnęłam po kolejne, znalazłam też moment na obejrzenie filmu. Po tym wszystkim próbowałam znaleźć odpowiedź na pytanie: co takiego jest w tej historii, że ludzie na jej punkcie doslownie oszaleli? 

 * * *

Luksus. Ot, szara myszka spotyka milionera. Milioner pokazuje jej świat, którego wcześniej nie znała. Apartamenty, drogie hotele, szybkie samochody, ubrania od projektantów najwyższej klasy, służba, ochrona, kupowanie firm z taką lekkością, jakby to były pudełka zapałek – dla niego zwyczajna codzienność, dla niej bajka, którą z dnia na dzień stało się jej życie. Lekcja pierwsza: wszystko można kupić, mając odpowiednią ilość milionów na koncie. Ale to chyba żadna nowość?

Seks. Wszechpanujące przekonanie o perwersji przelewającej się wręcz ze stron powieści, nieco mnie onieśmielało, spodziewałam się Bóg wie czego. Prawda jest taka, że o ile w pierwszym tomie czytałam wszystko, tak w kolejnych sceny seksu konsekwentnie omijałam, bo były…nudne i przewidywalne. Wszystko sprowadzało się do jednego – nasza bohaterka stała się tak spragniona ciągłych wrażeń, że aż przykro się robiło, patrząc na tak skrajną metamorfozę. Lekcja druga: BDSM jest fajne dla zagorzałych fanatyków, nam – zwyczajnym śmiertelnikom pozostaje zwyczajne baraszkowanie. 

Walka dobra ze złem. Bo jak inaczej to nazwać…? Niewinne, wycofane dziewczę swoją prostotą próbuje zmienić bezwzględnego, zboczonego fetyszystę w dobrego chłopca, którego niezmiennie w nim widzi. Mimo ogromnych wątpliwości wchodzi w jego świat, zachłyśnięta tym wszystkim nie dostrzega, że stała się również jego bohaterką. Lekcja trzecia: dobro zawsze zwycięża. Motto powtarzane od wieków. Powiedzcie to jednak tym, które w realnym świecie wierzą, że ich miłość wystarczy by z gnojka zrobić dżentelmena.

I żyli długo i szczęśliwie. Jak na bajkę przystało. Zakochują się, pobierają, płodzą dziecko. Nieważne, że przez chwilę on tego dziecka nie chce. Nieważne, że popada w swoim zachowaniu ze skrajności w skrajność. Nieważne, że każdy w zwyczajnym życiu powiedziałby: złapała go na dziecko. Ważne, że jest miłość. Bezgraniczna, bezwarunkowa, wielka. Przeganiająca złe demony, pozwalająca je ze sobą dzielić. Lekcja czwarta: nieważne, ile przeciwności losu- jeśli jesteście sobie pisani, wszystkie pokonacie. Sielankowy happy end jak z obrazka: dom, rodzina, wspólne plany. Tak być powinno na końcu każdej z naszych historii.

* * *

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim, co oczywiste, podczas brnięcia przez całą tą historię, gdzieś z tyłu głowy czaił się niezmiennie niepokój. Dostrzegałam elementy, które nijak mają się do szczęśliwego zakończenia. Moim zdaniem po prostu nie miały prawa do niego prowadzić! I nie do końca rozumiem, jakim cholernym cudem ono nastąpiło. Lekcja piąta: cuda się zdarzają w najmniej oczekiwanych momentach. W podobne cuda też z całego serca pragnę wierzyć.

* * *

Stalking. Modne słówko w ostatnich latach. Uderza w nas z impetem już na pierwszych stronach serii. Gość znajduje bez problemu sklep, w którym pracuje bohaterka, z jeszcze mniejszym problemem namierza ją pijaną w barze, o którym wcześniej nie miał nawet pojęcia. Później jego działania nabierają rozmachu. Kupuje wydawnictwo, by mieć władzę nad pracodawcą Any – szanujący się narzeczony powinien przecież trzymać w garści nawet szefa ukochanej! Przykładów można przytaczać wiele. Wydział kryminalny by się tym nie zainteresował co prawda, bo bohaterka dobrodusznie się na wszystko zgadza, jednak wrażenie osaczenia trwa przez cały czas. Lekcja szósta: pomiędzy chęcią sprawowania kontroli a obsesją na jej punkcie jest cieniutka granica.

Podwójna osobowość. O osobowości głównego bohatera nie ma się co rozwodzić – oczywistym jest posiadanie przez niego niezliczonej ich ilości. Christian Ukochany. Christian Pan. Christian Ofiara. Christian Siaki. Christian Owaki. Przyjrzyjmy się jednak Anie. Cholera – ta dziewczyna to dwie skrajności! Na dodatek mieszkające w jednej osobie. Z jednej strony głęboko osadzona w swojej niewinności i uprzedzeniach nie ma zamiaru robić nic wbrew sobie. Z drugiej jednak strony jej Wewnętrzna Bogini popycha ją do przekraczania kolejnych granic i wytyczania nowych, coraz śmielszych. Czytając ma się wrażenie, że postać bohaterki w ogóle tu nie pasuje, powinna pozostać jedynie ta Bogini. Bo ileż można się miotać? „Chcę ale nie chcę. Nie pójdę ale idę. Nie zrobię ale zróbmy jeszcze więcej!”. Lekcja siódma: nie ma granic nie do przekroczenia. Po niektórych jednak nie ma już odwrotu a droga powrotna znika nam z oczu. I nic nie jest już takie samo.

BDSM. Rozumiem – dwie osoby lubią to samo. Teoretycznie więc łączy ich coś wspólnego. Ale hola hola! Nie mówimy przecież o zbieraniu znaczków czy zamiłowaniu do muzyki klasycznej. Jak można tworzyć związek oparty na dobrowolnej przemocy, poniżaniu, uległości i innych zaprzeczeniach normalnej relacji?! Niepojętym dla mnie jest podpisywanie jakichś absurdalnych kontraktów, kary cielesne czy inne zupełnie oderwane od rzeczywistości zwyczaje. Związek powinien opierać się przede wszystkim na poczuciu bezpieczeństwa, które dość trudno znaleźć w chłostaniu, nieustającej kontroli czy przekraczaniu granic bólu. Co za tym idzie- lekcja ósma: zboczenia zboczeniami ale trochę normalności musi być.

Nadmiar słodyczy. Jeśli chodzi o pudła czekoladek, batoniki i inne cukiereczki – nie mam nic przeciwko. Ale czytanie kilkuset stron ociekających słodyczą, tak lukrowanych, że można zwymiotować tęczą- nie należy do wyszukanych przyjemności. A ostatnie rozdziały? Sielanka tak słodziutka, że aż mdli. Christian Tatuś stwierdził, że dziecko nie jest taką zła przypadłością. Ba! Nawet zrobił sobie drugie, w pięknym domu żyją długo i szczęśliwie a mimo zaawansowanej ciąży bohaterki dalej smagają się pejczami i zamykają w swoim Pokoju Sami Wiecie Czego. Lekcja dziewiąta: Nic co słodkie niech nie będzie nam obce, jednak odrobina goryczy pozwala tą słodycz doceniać. 

* * *

Przeczytałam, obejrzałam, nie czuję potrzeby by zbyt szybko do tej historii wracać. Nie urzekła mnie, nie zaintrygowała na tyle, by chcieć ją ponownie przeżywać. Może dlatego, że jest zbyt przewidywalna i momentami po prostu nudna. Może dlatego, że przywodzi na myśl skojarzenia, których wolałabym uniknąć. A może po prostu to jedna z tych książek, którą się czyta i odkłada na półkę, bo ładnie na niej wygląda i nic więcej? No i lekcja dziesiąta: wszystko da się odbudować i naprawić, jeśli znajdziemy solidny fundament. Banał na pozór. Ale jakże prawdziwy!

  35 comments for “10 lekcji życia od Christiana Greya.

  1. 16 kwietnia 2015 o 15:57

    Trochę boli nagły wysyp uległych na rynku. BDSM nie jest dla każdego i zawsze to podkreślam. Na ale cóż, teraz taka moda. Przeważnie modę bezrefleksyjnie się przyjmuje a potem po prostu się nudzi. Niczym niechciany związek…

    Zapraszam do siebie: http://redmind.pl/

    • ~Anastazja
      16 kwietnia 2015 o 19:45

      „nagły wysyp uległych na rynku” – cholerka, nieźle zabrzmiało. :P
      a tak na serio- nie pomyślałabym, że z historii Greya można wydobyć tyle prawd życiowych.

  2. ~bo_tak
    16 kwietnia 2015 o 01:03

    Uwiodłaś mnie tym tekstem autorko.
    Zapisuję bloga w zakładkach, nie opuszczę ani jednego wpisu.

  3. ~tomasz
    14 kwietnia 2015 o 15:02

    Genialny tekst !!!

  4. 14 kwietnia 2015 o 12:35

    Chyba trzeba będzie przeczytać tą książkę :)

  5. ~andzelika_93
    13 kwietnia 2015 o 20:51

    Fajnie napisane, chociaz osobiście czytałam wszystkie- nie dostzregłam tego w taki sposób. Zbytnio skupiłam się na innych kwestiach ;D

  6. 13 kwietnia 2015 o 12:26

    Oglądałam Greya i wydaję mi się, że te całe zachcianki głównego bohatera są zbyt przesadzone. Poniża, biję i jeszcze sprawia mu to przyjemność. A może jestem zbyt staroświecka. ;) Pozdrawiam:)

    • ~dziewczynazlublina
      14 kwietnia 2015 o 16:22

      W dalszych częściach jest próba brania na litośc- że niby taki skrzywdzony w dzieciństwie i stąd te fascynacje krzywdzeniem innych :O

  7. ~boomboolek xD
    13 kwietnia 2015 o 01:23

    No i super! Aż chce się przeczytac ksiązki.

  8. ~emma
    13 kwietnia 2015 o 00:24

    Aż chce się sięgnąć po książkę. Bo niby wyśmiewasz a jednak w tekście jest coś, co zachęca.

  9. ~andzia
    13 kwietnia 2015 o 00:04

    O matko! Tak na ścisłe gdybym przysiadła to znalazłabym kilka prawd życiowych w tych książkach, ale Ty zrobiłaś to w sposób, który intryguje. Bo niby to krytykujesz a chce się przeczytać osobiście, żeby się na własnej skórze o tym przekonać.
    Pozdrawiam :)

  10. ~kujon00
    12 kwietnia 2015 o 22:59

    Recenzja w ciekawej konwencji. Juz sam tytul intryguje. ;)

  11. 12 kwietnia 2015 o 20:16

    Książki przeczytałam, ale na film na razie szkoda mi czasu. Może jak się będę kiedyś nudzić się skuszę (chyba na emeryturze ;))

    • ~mala-dama
      12 kwietnia 2015 o 20:59

      Jak my bedziemy na emeryturze to wszechobecna zapewne juz perwersja sprawi, ze taki grey to nie zrobi na ans zadnego wrazenia, droga przedmowczyni ;d

    • 12 kwietnia 2015 o 23:55

      Ja film włączyłam w trakcie prasowania sterty kilkudziesięciu maleńkich ubranek. Nad szeregiem body w Kłapouszki wszelkie ewentualne podekscytowanie filmem opada zanim się pojawi. :)

  12. ~TATUŚ
    12 kwietnia 2015 o 19:45

    Wchodzę, patrzę a tu recenzja. Tytuł budzi wątpliwości. Lekcje życia od Greya?! Toc to niemożliwe! A jednak… Po raz kolejnym jestem mile zaskoczony wizyta na blogu i moje myśli zostaną zawładnięte Twoimi słowami na kilka dobrych godzin. ;)

  13. ~alana
    12 kwietnia 2015 o 19:43

    Fajna sprawa – po ciezkim dniu dowiedziec sie, ze zyciowe lekcje mozna wyciagnac nawet z pokreconej, fetyszystycznej historii i milionerze i niezdarze ;) Autorko- jestes wielka !!!!

  14. ~Stefan
    12 kwietnia 2015 o 17:32

    Dobrze wiedziec, ze ktos umie potraktowac ten „bestseller” jako cos wiecej niz inspiracje do lozkowych zabaw. Milej niedzieli!

    • ~bulibuba
      12 kwietnia 2015 o 21:03

      a to ktoś traktuje go jako inspirację do łóżkowych figli? :P

  15. ~Weronika90
    12 kwietnia 2015 o 16:10

    nie patrzyłam nigdy na ta powiesc jak na zrodlo prawd zyciowych. dzekuję za ten tekst!

  16. ~kujon
    12 kwietnia 2015 o 14:40

    SZOK. To Grey moze czegos nauczyc poza sztuczkami lozkowymi? Podziwiam za wnikliwosc ;)

  17. ~zygi
    12 kwietnia 2015 o 14:03

    A ta lekcje powinien dostac Tatus bedacy bohaterem tego bloga – lekcja dziesiąta: wszystko da się odbudować i naprawić, jeśli znajdziemy solidny fundament.

  18. ~XYZ
    12 kwietnia 2015 o 13:22

    No i jest kolejny dowód na wszechstronnosc autorki. Jasna cholera- z Greya mozna wyciagnac az tyle prawd zyciowych??? Nie do wiary. Zaskoczylas mnie.

  19. ~Rafał
    12 kwietnia 2015 o 13:13

    Nigdy nie pomyślałbym, że z Greya mozna wyciagnac więcej lekcji niż: seks jest dobry na wszystko. Ale ja widziałem tylko film więc się nie wypowiem o reszcie tej chorej historyjki. :)

  20. ~Dominika
    12 kwietnia 2015 o 12:16

    Scena z filmu pokazana na tym zdjęciu to jedna z niewielu pryciagających uwagę. Nadal nie rozumiem, jak ludzie mogli tak jarac się filmem, w którym gra aktorska jest tak kiepska. NIC nie wnosi. Niestety. A Twoje 10 lekcji wg Greya? Genialne! Osobiście nie wyciągnęłabym z tej historii nawet pięciu.

    • 12 kwietnia 2015 o 16:19

      Myślę, że tych lekcji da się wydobyć jeszcze więcej, zwróciłam uwagę jedynie na te najbardziej oczywiste.

      • ~karol
        12 kwietnia 2015 o 17:24

        Jesteś niezwykle wnikliwa! Pracujesz jako jakiś analityk? A może jesteś po prostu prawnikiem? :P

        • ~patis
          12 kwietnia 2015 o 23:44

          Mozna byc „po prostu prawnikiem”? :D

  21. ~vanitasvanitatutm
    11 kwietnia 2015 o 23:55

    Lekcja druga: BDSM jest fajne dla zagorzałych fanatyków, nam – zwyczajnym śmiertelnikom pozostaje zwyczajne baraszkowanie. – zajebiste podsumowanie!

    • ~nataliss
      12 kwietnia 2015 o 00:32

      Świetne słowa. W ogole podoba mi sie ta recenzja, jak wszystkie Twoje teksty autorko… ;)

  22. ~bulibuba
    11 kwietnia 2015 o 23:48

    Kupuję Cię autorko! Przeskakujesz z tematu na temat jakbyś urodziła się z piórem w ręce. Nie pomyślałabym, że z Greya można wycisnąć aż 10 prawd życiowych! :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Twitter
  • Facebook